niedziela, 26 października 2014

ROZDZIAŁ VIII

„ Nie ma nic gorszego niż stracić szansę
na coś, co mogło zmienić Twoje życie. ”

               

               Zastanawialiście się kiedyś ile razy można zawieść się na jednej osobie ? Okazuje, się że bardzo dużo. Niewyobrażalna ilość kłamstw, oszustw, krętactw jest czasami nie do zniesienia, ale najtrudniej jest wybaczyć, ważnej dla nas osobie, coś najgorszego: Zdradę. Ale nie taką przyjacielską, ona boli w inny sposób. Mowa o zdradzie małżeńskiej. Ten ból, gorycz... i poczucie winy. Wybaczyć zdradę to nie sztuka, bo ją da się wybaczyć, ale zapomnieć się nie da. Nigdy nie zapomina się czegoś takiego. To zostaje na całe życie.    
              Nie znalazła go ani w salonie, ani w kuchni, udała się na górę, ale gdy była coraz bliżej sypialni zaczęła obawiać się tego co tam zastanie. Może Angelina tu już mieszka, może jakaś inna panienka ?. 
         Otworzyła delikatnie drzwi i na chwile jej serce zamarło. Był sam. Odetchnęła głęboko z ulgą. Podeszła cicho do niego i od razu się odsunęła. Czuła niesamowity smród alkoholu. Czyli co ? Zamiast chodzić na treningi to pije całymi dniami i nie wiadomo co jeszcze robi. Przełamała się i podeszła do jego łóżka lekko nim potrząsając.
- Marco...- wypowiedziała cicho, ale nie widząc reakcji ze strony małżonka zaczęła coraz głośniej.- Marco, obudź się !.- Na tą komendę mężczyzna otworzył szeroko oczy.
- Diana ? - zapytał lekko przebudzony. - Co ty tu robisz ? 
- To nie jest istotne teraz. Czemu lekceważysz treningi ? - nie odpowiedziała mu, nie było czasu na bezsensowną pogawędkę.
- Ale ślicznie wyglądasz. - podszedł do niej i próbował ją pocałować, ale ona pomimo tego, ze bardzo tego chciała musiała go odepchnąć dając mu w twarz. -Za co to ? - zapytał gładząc swój czerwony policzek.
- Pytałam, czemu nie chodzisz na treningi? Przecież piłka jest dla ciebie najważniejsza. - po raz kolejny zlekceważyła jego pytanie.
- Była najważniejsza. - odpowiedział chłodno. - A wiesz co teraz jest dla mnie najważniejsze ? Nie wiesz ? To ci powiem. Angelina jest teraz dla mnie najważniejsza. - powiedział z chytrym uśmieszkiem i chwycił za pełny kieliszek leżący na komodzie. 
- Następnym razem jak będziesz chciał okłamać trenera, nie wciągaj mnie w to ! - syknęła i zanim wyszła dodała jeszcze - Dobrze, że układasz sobie życie z Angelina.. Przynajmniej nie będziesz robił problemów przy rozwodzie. - te słowa trudno przechodziły jej przez usta, ale musiała tak powiedzieć. Coś jej  podpowiadało, że musi to powiedzieć. Nie wiedziała czy rozum, czy serce. 
- A co u Mario ? Zwiedziłaś już jego sypialnie ? - zapytał kpiąco. 
- Ja w przeciwieństwie do ciebie, nie zdradziłam cię. 
- Myśli, że uwierzę ? Pewnie pieprzył cię jeszcze jak byłaś ze mną ! - wykrzyczał a Dianie w oczach stanęły łzy. Jak ona mogła związać z takim człowiekiem ? Jak mogła w nim zobaczyć swoją drugą połówkę ? Prawdziwą miłość. Jak ? Na te pytania ona sama nie znała odpowiedzi, ale pomimo tego jak się teraz zachowuje kocha go. Nadal go kocha ponad życie. 
- Nienawidzę cię ! Jesteś zwykłym dupkiem Reus ! - wykrzyczała i wybiegła jak najszybciej z jego mieszkania. 
          Wsiadła do samochodu i zaczęła płakać. Miała tego wszystkiego dość. Marzyła o chwili odpoczynku. Miała być silna ? Jeszcze rano uważała, że da radę; teraz jest innego zdania. Żeby o tym nie myśleć pojechała po Mario, który jeszcze był na treningu. 
          Gdy dojechała na miejsce chłopaki już skończyli trening i schodzili do szatni się przebrać. Wyszła z samochodu i oparła się o jego maskę. Po kilkunastu minutach zobaczyła sylwetkę Mario. 
- To co jedziemy do tego kina ? - zapytał witając się z nią pocałunkiem w policzek. Wiedział gdzie była jego przyjaciółka, ale widząc jej minę i trochę rozmazanego tuszu, którego nie udało jej się zmyć, postanowił nic nie mówić. 
- A możemy obejrzeć sobie coś w domu ? - odpowiedziała pytaniem unikając za wszelką cenę kontaktu wzrokowego z piłkarzem.
- No pewnie. Wsiadaj ja poprowadzę. - ucałował ją w głowę i otworzył jej drzwi od strony pasażera.
          Jechali w ciszy. Niemka była mu bardzo wdzięczna za to, że nie pytał o nic, że nie próbował ją pocieszać. Po prostu był i wiedział co przechodzi, wiedział jaka jest wrażliwa, i że wie  kiedy chce być sama dlatego nigdy jej nie zostawia, ale siedzi po cichu jakby na prawdę go nie było. Zdjęła buty w przed pokoju i szybko udała się do swojego pokoju. Przebrała się w starą koszulkę Mario, spodnie dresowe i starą szarą bluzę, którą kiedyś zostawił tam Marco. Włosy spięła w luźnego, niedbałego koka i zeszła na dół, gdzie młody Niemiec przygotowywał popcorn i wybierał film. Nie wstydziła się przy nim wyglądać jak „ potwór ” wiedziała, że on ją rozumie. Że nie będzie jej tego wypominał. Ona myślała, że on uważa, że brakuje jej uroku, ale nic nie komentuje, w rzeczywistości było zupełnie inaczej. On ją kochał taką jaka jest. Kochał ją taką jak teraz i wtedy gdy wyglądała jak modelka. 
         Gdy popcorn był gotowy zasiedli na kanapie i oglądali film. Mario wybrał komedie, aby ją trochę rozśmieszyć i po pierwszych pięciu minutach seansu, Niemka płakała ze śmiechu. Piłkarz postanowił trochę urozmaicić wieczór i przyniósł dwie butelki czerwonego wina. 
        Czas leciał bardzo szybko po trzech filmach przyjaciele nie myśleli już na trzeźwo, a wszystko przez alkohol. 
- Nie, ja nie chce iść spać. - oznajmiła po próbie piłkarza, który kazał jej iść się położyć. 
- Diana. - próbował ją przekonać. Mario nie wypił tyle ile jego przyjaciółka, bo wypił tylko dwie lampki wina. Nie zdążył się upić, bo wolał ją pilnować, a po pijaku nie wyszło by mu to. 
- Czemu mnie nikt nie kocha ? - żaliła się Niemka.
- Nie mów tak, ja cię kocham. 
- Ale ty mnie kochasz jak przyjaciółkę..
- Nie prawda - po tych słowach jak najszybciej zbliżył się do brunetki i pocałował ją. Ona nie protestowała i odwzajemniała to, ich pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. Mario najpierw zdjął jej bluzę i koszulkę. Swoje kroki kierowali do sypialni mężczyzny. Ułożył ją delikatnie na łóżku i popatrzył w oczy.
- Jesteś tego pewna ? - zapytał troskliwie. 
- Tak. Chcę tego - uśmiechnęła się do niego i zdjęła jego koszulę. 
       Po wszystkim zadowoleni i zmęczeni opadli na łóżko. Diana zasnęła od razu, Mario jednak nie był taki szybki. Wiedział, że to wydarzenie dużo zmieni w ich życiu. Bał się, że po tym wszystkim Diana odejdzie i będzie próbowała zapomnieć. A dla niego to była najwspanialsza noc w życiu. On tego nigdy nie zapomni.

________________________________________
Witam !
Podoba się rozdział ? :) 

Powiem wam, że będzie duuużo namieszane ! :D 
Czekam na wasze opinie ! <3
Pozdrawiam. ;* ♥

<3 ;)


niedziela, 19 października 2014

ROZDZIAŁ VII

„ Twój ostatni błąd,
 jest Twoim najlepszym nauczycielem. 


                     
                 
    - No wiesz... Nie ma nic za darmo.. - uśmiechnął się i palcem wskazał na swój policzek. Diana ucałowała Niemca i poszła ubrać się w coś wygodniejszego.
                 Czarne klasyczne szpilki do czarnej bluzki i żółta neonowa, rozkloszowana spódniczka. - Tak prezentowała się Diana wychodząc z łazienki. Jak postanowiła wcześniej, pokaże Marco jaki błąd popełnił. Uznała, że będzie bardziej seksowniejsza niż Angelina.  
                 Schodząc po schodach zauważyła, że Mario już dawno jest gotowy i zniecierpliwiony czeka na nią, był ustawiony plecami do niej dlatego nie widział jej stylizacji.
- Ile można ? - zapytał i odwrócił się. - A ty co się tak wystroiłaś co ? Nie będę cię dźwigał jak nogi cię rozbolą.- zażartował sobie.
- Nie będzie takiej potrzeby kochany. - uśmiechnęła się i zabrała, swoją ulubioną torebkę, z fotela.
- Idziemy dzisiaj do kina ? - zapytał otwierając dziewczynie drzwi od swojego samochodu. 
- Pewnie, ale na co ?.
- O to się pomartwimy później. 
             Droga zajęła im ponad dziesięć minut. Zadowoleni ruszyli w kierunku ośrodka treningowego. Jak się okazało byli ostatni, spóźnieni o całe dwadzieścia minut. Dało się zauważyć na odległość, że trener Jürgen Klopp nie jest zbyt zadowolony z tego powodu, ale gdy tylko zobaczył Dianę złość minęła błyskawicznie. Nie widział jej od dnia wypadku.
- Trenerze przepraszam za spóźnienie, ale.. - zaczął tłumaczyć się młody Niemiec. 
- Dobrze, dobrze.. nie musisz się wysilać z twoimi wymówkami.. Przecież dobrze wiem, że zaspałeś. - przerwał mu. Nie od dziś Klopp wie, że Mario jest strasznym śpiochem, a jego tłumaczenia doprowadzały go do zawrotu głowy. - Diana kochana.. Dawno się nie widzieliśmy. 
- No trzeba to nadrobić trenerze. - uśmiechnęła się promiennie.
- Świetnie wyglądasz.. Jak tam u Marco ? Lepiej się czuje ? - zapytał z troską.
- A co go nie ma na treningu ? - zapytała zdziwiona, ale widząc minę trenera zaczęła kłamać. - A no tak przecież on chory jest.. Zapomniałam. 
- Diana.. ? Pokłóciliście się ? Przecież mówił ostatnio, że jest dobrze, że staracie się o dziecko. - zaczął niepewnie.
- Jest dobrze naprawdę.. Tylko tyle rzeczy na głowie, że zapomniałam, że siedzi biedny w domu. - znowu skłamała. Ale nie dawało jej to spokoju. Czemu on nie chodzi na treningi ?, czemu kłamie, że są razem, że nic się nie stało ? I jeszcze to dziecko.. Wie dobrze, że Marco chciał mieć potomka, ale ona nie była jeszcze gotowa..

                     Ona w czarnej sukience Tally Weijl do tego różowa marynarka i wysokie czarne szpilki.
                                     On w drogi, czarny  garnitur szyty na miarę.
                      Razem w eleganckiej restauracji. Popijając najlepsze czerwone wino i jedząc najlepsze dania w całym Dortmundzie. Rozmawiając , śmiejąc się. Szczęśliwe małżeństwo. Ale ta kolacja nie była bezinteresowna. Mężczyzna miał pewne plany. Już od dawna myślał o dziecku, ale nie chciał naciskać na swoją żonę. Dzisiaj uznał, że to będzie najlepszy moment.
- Musimy  porozmawiać.. - zaczął.
- Mam się bać ? - zaśmiała się.
- Diana.. Co byś powiedziała na małego Reus' a ? - zapytał nie pewnie. Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona.
- Mówisz poważnie ? 
- Jak najbardziej. - uśmiechnął się. 
- Och... Zaskoczyłeś mnie.. - przełknęła głośno ślinę i upiła łyk wina.
- Jeżeli chcesz, możemy poczekać.. 
- Nie, nie.. Znaczy no dobrze.. Fajnie byłoby mieć takiego małego piłkarza.- powiedziała już zdecydowana.
- No to co.. zaczynamy od dziś ? - poruszył zabawnie brwiami na co dziewczyna wybuchła śmiechem. 

- Zboczeniec..- uderzyła go lekko w ramię.
- Już od razu zboczeniec.. Chce po prostu jak najszybciej dotknąć cię tam.. i pocałować cię tam.. - tym razem oboje wybuchli śmiechem. 
- Przestań głupku. - przerwała mu, gdy próbował wymieniać znowu.
- To co jedziemy do domu ? - zapytał opanowując śmiech.
- Możemy, ale nie po to poco byś chciał. - pokazała mu język.
- Wiem, że masz fajny język, ale nie musisz się nim tak chwalić. Jeszcze komuś się spodoba i co będzie ?.
- Płać idioto i nie gadaj więcej..
   
- Poinformował pana jakoś o chorobie ? - zapytała ciekawa.
- No tak, przecież dzwonił... Diana co się dzieje ? - mężczyzna nie rozumiał zachowania kobiety. Nigdy się tak nie zachowywała.
- Muszę już iść, miło było pana znowu zobaczyć. - pożegnała się jak najszybciej i pobiegła do Mario.
- Mario daj kluczyki muszę coś załatwić. - powiedziała pośpiesznie.
- Trzymaj i pozdrów go - rzucił jej chciany przedmiot, dobrze wiedział, gdzie zamierza jechać. Nie był z tego zadowolony. Wiedział, że jak Marco zacznie ją przepraszać i kokietować ona mu uwierzy, bo przecież tak bardzo go kocha. A on ? On wierzy w to, że będą razem. On wierzy, że ona czuje to samo.
          Gdy tylko dojechała do.. No właśnie gdzie ? Do własnego domu ? To już nie jest jej dom. A więc gdy tylko dojechała pod dom Marco, jak najszybciej wyszła z samochodu i wparowała do jego domu. Nie znalazła go ani w salonie, ani w kuchni, udała się na górę, ale gdy była coraz bliżej sypialni zaczęła obawiać się tego co tam zastanie. Może Angelina tu już mieszka, może jakaś inna panienka ?. Otworzyła delikatnie drzwi i...


_______________________________________________
Jestem..
Z nie za fajnym humorkiem, bo nasza Borussia znowu przegrała..
Ale ja i tak wierzę, że podniesie się z tego ! <3 Heja BVB <3
Co do rozdziału to mi się nie podoba.. :(
A co wy sądzicie ?
Pozdrawiam. ♥ 

wtorek, 14 października 2014

ROZDZIAŁ VI

 „ Jeśli upadnę nie ciesz się moją klęską,
szybko się pozbieram,
odniosę zwycięstwo !  ”





               Smutna dziewczyna na ziemi siedziała, tylko muzyka jej płacz zagłuszała, jeszcze przed chwilą uśmiech uroczy, a teraz zaciśnięte usta i zamknięte oczy, znak życia tylko łzy dają, które płyną po policzkach i nie przestają... 
                   Jeszcze przed chwilą tryskała energią, a teraz siedzi w swoim pokoju z paczką chusteczek i wypłakuje smutki w poduszkę. Nie miała siły pójść do Łukasza „ na piwo ” , nie miała ochoty się z kimś widzieć, szczególnie z Marco i Angeliną, ale była tylko jedna osoba, którą wpuściła do pokoju. Mario. To on był zawsze przy niej, to on opiekował się nią, gdy miała jakieś problemy; to on zawsze pamiętał o jej urodzinach, imieninach. To on pierwszy pogratulował jej zdanego prawa jazdy; to on znał jej wszystkie sekrety, wady, ale mimo to cały czas był przy niej. On kochał ją prawdziwie, jak mężczyzna kocha kobietę, ale ona kochała go na swój sposób, kochała go tak, jak kocha się swojego najlepszego przyjaciela.
           Głaskał ją po włosach, próbując uspokoić. Było to bardzo trudne, ale jemu to nie przeszkadzało wiedział co ma zrobić, bo przecież zna ją jak mało kto.
- A pamiętasz jak byliśmy na imprezie urodzinowej Moritz'a ? - zapytał uśmiechając się. Jego szczęście wydało się większe, gdy tylko zobaczył uśmiech na twarzy Diany.
- Jak mogłabym zapomnieć ?. 
                    
                    Zniecierpliwiony chłopak czekał na swoją przyjaciółkę, która już od godziny wybierała odpowiedni strój na imprezę urodzinową Leitner'a. Z uśmiechem na twarzy krzyczał swoje ulubione zdanie, które zawsze wypowiadał, gdy gdzieś razem wychodzili. 
- Spóźnimy się; znowu; przez ciebie !. - zaśmiał się. 
- O przepraszam bardzo, przez ciebie się ostatnio spóźniliśmy, bo przecież musiałeś godzinę układać włosy ! - powiedziała, gestykulując rękami  wychodząc z łazienki. 
- A kto mi tą fryzurę cały czas niszczył ? - zapytał z udawaną złością.
- No bo wyglądałeś beznadziejnie ! - przewróciła oczami i  pokazała mu język. 
                Po krótkiej wymianie zdań , wreszcie ruszyli w stronę domu młodego Niemca. Jeszcze w samochodzie Diana oznajmiła swojemu przyjacielowi, że nie będzie go wynosiła, gdy ten będzie „ zalany w trzy dupy ”. Z uśmiechem na ustach weszli do chyba najgłośniejszego domu w Dortmundzie. Byli już trochę spóźnieni i jak się okazało przyszli ostatni, ale nikomu to nie przeszkadzało. Diana usiadła przy stoliku, gdzie siedziały partnerki piłkarzy, a Mario zajął miejsce przed telewizorem z chłopakami, którzy od razu podali mu „ napój Bogów ”, jak to w zwyczaju mieli nazywać piwo. 
- Nie wiem czy władze Borussii dobrze zrobiły kupując tego całego Reus'a z Mönchengladbach. - oznajmiła Agata. 
- Czemu tak uważasz ? Może dobrze mu pójdzie... W sumie dobrze sobie radził w Galdbach. - obruszył się Błaszczykowski.
- Aguś.. Ja znam go z reprezentacji i wiem, że dobrze gra i dobrze się z nim dogaduję.. - odparł Mario.
- Zobaczymy.. Wspomnicie moje słowa.- stawiała na swoim blondynka.
- Dianuuuuś.. - zawołał Götze, który aktualnie grał w Fifę z Hummels'em.- Prowadzisz dzisiaj bo ja już wypiłem.- uśmiechnął się ukazując rząd białych zębów.
- Zapomnij.. Ja też już piłam. - zaśmiała się. 
- No to mamy problem.. - spojrzał kątem oka na swoją przyjaciółkę. - Zamówi się taksówkę. - machnął ręką.
- Ale nie pij więcej... Bo już ci się język plącze.. 
     Reszta czasu minęła w bardzo przyjemnej atmosferze i tak jak się dziewczyna spodziewała Mario nie będzie w stanie trzeźwości, ale nie wiedziała, że będzie robił, aż takie problemy. 
- Diana no chodź na nogach !..- krzyczał młody Niemiec. 
- No dobra chodźmy, ale siedź już cicho.. Jest trzecia w nocy, normalni ludzie już śpią. - zaśmiała się i zabrała go pod ramię. Szli parkiem by jak najmniej osób ich usłyszało, bo mężczyzna za nic w świecie nie chciał być cicho.
- Pokas jak se krecis, jak sym ciaem necis..- „ śpiewał ” jak najgłośniej.
- Skąd znasz takie piosenki ? - Diana w pewnym momencie nie wytrzymała i wybuchła głośnym śmiechem.
- Kuba i Łukasz nauczyli mnie polskich piosenek. - wypiął dumnie pierś. 
- No nieźle... - zaśmiała się, ale po chwili nie było jej do śmiechu.- Cicho ! Götze cicho siedź ! - upomniała go gdy znowu zaczął śpiewać Polskie piosenki, a po okolicy jeździła policja, która została zawiadomiona o tym, że po Dortmundzie chodzi „ jakaś dzicz, która ciągle krzyczy ”. Na nieszczęście Diany, Mario nie chciał być cicho i policja szybko zareagowała. 
               Po nocy spędzonej na izbie wytrzeźwień Mario musiał zapłacić kaucję. Nie było by w tym nic złego, gdyby miał te pieniądze przy sobie... Musieli zadzwonić do Fabiana - starszego brata Mario. Na szczęście Fabian szybko przyjechał i zapłacił. Policja obiecała, że prasa i kibice nie dowiedzą się o tym incydencie. 

- Zamówię pizze.. - oznajmił młody Niemiec. Chwycił za swój telefon i szukał wybranego numeru.
- Mario...- uśmiechnęła się do niego, a on od razu zrozumiał o co jej chodzi.
- No dobra niech będzie Vesuvio.
- Czytasz w myślach. - uśmiechnęła się do niego, pokazując swoje śnieżno białe zęby.
- Ale, żeby nie było następnym razem ja wybieram pizze. - zrobił śmieszną minę co jeszcze bardziej rozśmieszyło dziewczynę. 
- No dobrze..
- Piękny masz uśmiech. - ucałował ją w czoło i zaczął zamawiać pizze. 

        Na drugi dzień, Diana wstała z uśmiechem na ustach. Postanowiła, że nie będzie już płakać i użalać się nad sobą. Bo niby po co ? Marco i tak już dawno o niej zapomniał i jest szczęśliwy z Angeliną. Pomimo tego, że bardzo go kocha nie chce by widział, że sobie nie radzi. 
Ubrała się i postanowiła przygotować śniadanie. Mario nie błyszczy jako kucharz, więc samo się to nie zrobi, a już zwłaszcza on nie zrobi. Po dokładnym „ obczajeniu ” co znajduje się w lodówce, wiedziała już co zrobi: Kanapkę z chleba razowego z serkiem wiejskim i kiełkami rzodkiewki. Wiedziała, że Niemiec uwielbia takie kanapki.
          Gdy wszystko było już gotowe postanowiła obudzić śpiocha, bo dobrze wie, że gdyby tylko mógł spał by całymi dniami. Skoczyła na jego łóżko i włączyła jego „ ulubioną ” piosenkę. Chłopak od razu podskoczył, a Diana zaczęła się śmiać. 
- Chodź na śniadanie. - opanowała śmiech i wstała z łóżka.
- Zrobiłaś śniadanie ? - zdziwił się. - A co to za dobry humorek, co ? - zapytał podejrzanie i zrobił śmieszną minę i dziewczyna znów wybuchła śmiechem.
- Jak nie będzie cię za dziesięć sekund na dole nie dostaniesz nic. - pokazała mu język i zeszła po schodach do kuchni, po drodze minął ją piłkarz.
- Tak może być ? Ile mam jeszcze czasu ?- zapytał siedząc na krześle.
- Götze, jak ci zaraz lutnę.. - zaśmiała się.
- No co ? - zapytał zdziwiony. - Mniam, kanapeczki.. 
- Mogę jechać z tobą na trening ? - zapytała niepewnie. Ale widząc minę piłkarza zaśmiała się pod nosem i usiadła obok na krześle.
- Chcesz jechać ? - zapytał w końcu.
- Tak, jeśli mogę. 
- No wiesz... Nie ma nic za darmo.. - uśmiechnął się i palcem wskazał na swój policzek. Diana ucałowała Niemca i poszła ubrać się w coś wygodniejszego.











_________________________________________
Witam was po długiej przerwie ! :)
Mam nadzieję, że nie zapomniałyście i nie macie mi za złe, że trwało to tak długo. 
Rozdział jest dłuższy, bo za długo z nim zwlekałam, ale myślę, że nie jest dobry. :/ Muszę wrócić do formy z pisaniem :) 
Kochane moje ! :* Komentujcie ! :D Następny rozdział w weekend ! :D ;*
Pozdrawiam. <3  


Hhahah.. kochane zdjęcie <3 ♥♥ 








sobota, 6 września 2014

ROZDZIAŁ V

„ Pomyślałam sobie, że jak już nie ma miłości ,
jak odejdzie albo umrze, to człowiek nie ma już nic 
lepszego w życiu do zrobienia, niż tylko pić i pić
i skończyć marnie, bo niby dlaczego nie.  ”




                       Miłość to opar westchnienia: Ulotny, lecz ciężki, płomień spojrzenia : zalotny, ale palący, morze łez : choć czyste, Jednak bezdenne. Miłość jest zaiste. Dławiąc żółcią i zbawczym balsamem, jest metodycznym szałem - wciąż tym samym.
 - Diana ? - Łukasz zaszedł ją od tyłu obejmując ramieniem.
- Co ona tu robi ? - zapytała drżącym głosem. Nie spodziewała jej się tu. Nie dość, że rozbiła jej małżeństwo to próbowała zniszczyć jej całe życie. Miała tego  dość. A Marco ? Jemu to wcale nie przeszkadza. Nie przeszkadzało mu to jak się do niego mizdrzyła, jak dotykała go wszędzie i jak muskała jego policzek.
- Jak pojechałem po Marco ona tam już była. - odpowiedział nie pewnie Polak. Nie miał pojęcia jak Diana  na to zareaguje. Doskonale wiedział, ze jest wrażliwą osobą i że Marco znaczy dla niej wszystko. - Nie przejmuj się nią. - próbował podnieść ją na duchu, przerwał mu zniecierpliwiony Niemiec.
- Idziecie już ? - zapytał.
- Tak idziemy. Wybaczcie, że musieliście czekać. - nagle obok brunetki pojawił się Mario, który z okna widział wszystko, jak tylko zobaczył Angelinę od razu skojarzył fakty i jak najszybciej ubrał koszulę.
 - To wsiadajcie. - powiedział lekko zdenerwowany blondyn. Zdziwił się na widok swojego najlepszego przyjaciela. Zaczął również podejrzewać, że między nimi może coś być.
- Dziękuję. - Diana tylko szepnęła Mario na ucho. On odpowiedział na to uśmiechem.
            Jechali ponad pół godziny. Marco i Angelina prawie w ogóle się nie odzywali. Za to Diana, Mario i Łukasz gadali jak katarynki. Brunetka od razu zapomniała o towarzyszce męża. Uwielbiała to w nich, gdy tylko miała problem mogła zwrócić się z tym do przyjaciół  i zawsze mieli jakieś rozwiązanie, a jak nie mieli to przynajmniej próbowali ją rozśmieszyć.
       Gdy wysiedli Angelina od razu złapała rękę Marco co nie uszło uwadze Diany. Miała ochotę uderzyć ją w tą jej śliczną buźkę, ale co by to dało ? Nawet jeśli by ją uderzyła pokazałaby swoją słabość. Towarzyszka Reus 'a od razu zauważyła postawę brunetki i uśmiechnęła się do niej by pokazać, że jest „ górą ”.
          Po ponad dwóch godzinach występ Katy się skończył. Diana  dała upust swoim emocją i zaczęła płakać. Zawsze była wrażliwa i płakała na takich spektaklach. Chcieli pogratulować Katy występu, ale nie mogli bo dziewczyna od razu została zabrana do Domu Dziecka, więc Łukasz zaprosił wszystkich do siebie na małe piwo.

_______________________________________
Wybaczcie, że tak długo musiałyście czekać na rozdział , ale rozumiecie : szkoła, treningi, mecze.. Tyle tego jest ! :/
Mam nadzieję, że nie zawiodłam was tym rozdziałem ;c ;*



Kagawa powrócił ! ♥ ;D



Konnichiwa Samuraju, tęskniliśmy ! <3 ♥


Pozdrawiam gorąco ! <3 ♥




poniedziałek, 25 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ IV

„ Dla większości ludzi problem miłości tkwi przede
wszystkim w tym, żeby być kochanym, 
a nie w tym, by kochać, 
by umieć kochać... ”



                

                        W swoim dotychczasowym życiu zawodziła się już wiele razy. Na przyjaźni, na rodzinie, na szkole, na miłości. W zasadzie całe życie sprawia jej zawód. Zaczyna ją powoli do siebie zniechęcać. Tak jakby coś próbowało powiedzieć jej „ Jesteś zbędna, odejdź ”. Bywa, że nie ma kogoś kto mógłby przytulić i powiedzieć „ Nie martw się, przejdziemy przez to bagno razem ”. Ale tym razem ma kogoś takiego. Kogoś kto kocha ją bezgranicznie, kogoś kto oddałby za nią życie. Tym kimś jest Mario Götze . Zakochany po uszy w żonie swojego najlepszego przyjaciela. Zawsze starał się być przy niej. Ona też czuła, że jest dla niej ważny, ale tylko jako przyjaciel. Zawsze próbował ją rozweselać, tak jak teraz. 
- Mario ! Nie umiesz robić naleśników ! - zaśmiała się widząc jak swój przyjaciel dodaje octu do ciasta. - Nie dodaje się octu !.
- Znalazła się, mistrzyni robienia naleśników. - zaczął się śmiać i pokazał jej język. 
- Nie trzeba być mistrzem, żeby wiedzieć, że ocet tam jest nie potrzebny ! - zaczęła się śmiać i sypnęła mąką prosto w twarz Mario.
- Grabisz sobie młoda . - krzyknął i zaczęli się gonić po całym mieszkaniu. Dotarli do sypialni Diany. Nie miała innego wyjścia i przeprosiła młodego Niemca. Ten jednak nie był dłużny i uderzył ją poduszką. Zdenerwowana Diana zaczęła robić to samo. Po kilku minutach cały pokój był w pierzu od poduszek. 
- Mario stop ! Widzisz ten bałagan ?! Jak ja będę tu spać ?! - zapytała powstrzymując śmiech.
- Możesz spać ze mną. - ukazał się rząd białych zębów Niemca.
- Nie ma mowy ! Ostatnio jak z tobą spałam...
- Robiłem ci za poduszkę ! - przerwał jej. 
- Może, ale strasznie się pchałeś ! - zaczęła się śmiać. 
- Co wy tu robicie ?! - zapytał rozbawiony Piszczek, który przyszedł zobaczyć jak czuje się jego przyjaciółka.
- Łukasz ? My nic. - wyszczerzył się Mario.
- Właśnie widzę. - powiedział trochę poddenerwowany. - Diana idziemy ? - zapytał po chwili. Zupełnie zdezorientowana dziewczyna nie wiedziała o co chodzi Polakowi. 
- Ale gdzie ?.- zapytała w końcu.
- Pamiętasz jak obiecałaś Katy, tej z domu dziecka, że przyjedziesz z Marco na jej występ ?
- O Boże zapomniałam na śmierć. Poczekaj pójdę się przebrać. - powiedziała i szybko wyszła z pomieszczenia. 
W czasie gdy Diana ubierała się w łazience Łukasz zaczął rozmowę z Mario.
- Mario co ty wyprawiasz ?.
- O co ci chodzi ? - odpowiedział pytaniem na pytanie brunet.
- Nie zapominaj, że to żona twojego najlepszego przyjaciela. - powiedział z wyrzutem.
- To nie jest twoja sprawa. - warknął Niemiec.
- Jak chcesz, ale nawet nie wiesz jaki ból sprawisz Marco. 
Patrzyli na siebie jak na wrogów. Dziwne uczucie dla obojga. Jeszcze parę minut temu byli dobrymi kolegami z drużyny.
- Łukasz, on tam będzie ? - zapytała znienacka Diana, która ubrana była w krótką, czarną sukienkę, którą dostała od Marco. Uwielbia ją. Wiąże się z nią niesamowita historia. 
                                           - Mam coś dla ciebie. - powiedział i wręczył Dianie duże, czerwone pudełko. Dziewczyna spojrzała na niego niepewnie i odebrała prezent. Delikatnie otworzyła, a jej oczom ukazała się śliczna sukienka.
- Jest piękna, dziękuję. - pocałowała blondyna w usta.
- Załóż i porywam cię gdzieś. - dziewczyna zrobiła to co kazał jej chłopak. Po przymierzeniu sukienki spojrzała na na niego z uśmiechem.
- Wyglądasz cudownie. - powiedział obejmując ją od tyłu i całując w szyję. 
- Dziękuję. - odpowiedziała i zrobiła zdjęcie swoim aparatem, który był na biurku obok szafy.
- Chodź, bo się spóźnimy. 
Po piętnastu minutach jazdy, Diana nie wytrzymała i zapytała wreszcie.
- Marco, długo jeszcze ? Gdzie my w ogóle jedziemy ?
- Jeszcze chwila słońce. - odpowiedział i uśmiechnął się pod nosem. Wiedział , że jego dziewczyna jest bardzo niecierpliwa. 
Jak dotarli na miejsce, Marco zaczął śmiać się z miny ukochanej. Nie spodziewała się, że chłopak zabierze ją na wzgórze. 
- Po co ten helikopter ? - zapytała w końcu po chwili ciszy.
- Głupie pytanie, skarbie. - odpowiedział i chwycił jej dłoń.
Weszli do śmigłowca. To wszystko działo się tak szybko. W jednej chwili już byli wysoko nad ziemią. 
- Nie bój się. - Marco szepnął Dianie na ucho, bo doskonale wiedział, że boi się latać. Ona w odpowiedzi uśmiechnęła się do niego. Gdy lecieli już ponad półgodziny Diana zobaczyła napis na łące.

 Od razu spojrzała na uśmiechniętego Marco, który trzymał pierścionek. Nie spodziewała się czegoś takiego po ukochanym. Myślała, że nie chce na razie się żenić. Z tego wszystkiego łzy zaczęły jej lecieć po policzkach i bez  zastanowienia powiedziała, ważne w tej chwili słowa dla blondyna. „ Tak Marco, wyjdę za ciebie ”. Blondyn uśmiechnął się do niej i wsunął piękny pierścionek na jej palec. Potem czule ją pocałował.                                   





- Diana.. - urwał  na chwilę Łukasz, nie wiedząc jak to powiedzieć jego przyjaciółce. - On już czeka w samochodzie. - wydusił z siebie wreszcie.
- Rozumiem  -  ubrała swój ulubiony płaszcz i  wyszła z domu.
- A my pogadamy później - poinformował i wyszedł.
Mario został sam bijący się z myślami. Przecież on nie chce źle. Chce tylko by Diana była szczęśliwa. 



____________________________________________________

Witam was z nowym rozdziałem :)
Mam nadzieję, że wam przypadnie do gustu.. Mi osobiście się nie podoba.. Jest taki jakiś dziwny.. :/
Tylko pomysł z zaręczynami nawet mi się podoba, ale też nie do końca.. Miałam dać je w kawiarni i wypitej filiżance  po  kawie napisane „ Will you marry me ? ”, ale pomyślałam , że będzie to zbyt oczywiste... :/
Chciałabym wam jeszcze podziękować za dwadzieścia  komentarzy pod poprzednim rozdziałem !! Nawet nie wiecie jaki uśmiech u mnie wywołałyście :) 

Pewnie słyszałyście o tym, że Kevin opuścił w niedzielę trening wcześniej.. Ehh.. Rozumiem go.. Był zły za ten mecz, ale żeby od razu do kolegi z drużyny.. :/ 

Już nie zanudzam :)
Pozdrawiam gorąco ! <3 ;*




wtorek, 12 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ III

„ I to pieprzone uczucie.
Że mimo wszystko.
Mimo tego. 
Co  Ci zrobił.
Mimo, że skrzywdził. 
Nadal.
Za nim tęsknisz.
Cholernie tęsknisz. ”



                W chwili, gdy poczujesz w sercu miłość i doświadczysz jej głębi, odkryjesz, że dla ciebie świat nie jest już taki sam, jaki był do tej pory.
                Diana Reus po kilku tygodniowej rehabilitacji wracała do zdrowia. Byli przy niej najbliżsi przyjaciele, rodzina i ON. Jej mąż. Wysoki blondyn grający profesjonalnie w piłkę nożną. Marco Reus, bo o nim mowa, nie wyobrażał sobie życia bez swojej ukochanej. Sam nie wie dlaczego ją zdradził. Do tej pory nie może uwierzyć, że to zrobił. Przecież przysięgał. Przysięgał przy ołtarzu , patrząc w jej niebieskie oczy, które z każdym spojrzeniem hipnotyzowały go coraz bardziej.
- O czym myślisz ? - zapytała wyrywając go z zamyśleń. Siedział w kawiarni razem ze swoją ukochaną , ale od dłuższego czasu był zamyślony, nieobecny, dlatego Diana się zaniepokoiła. 
- Co teraz będzie ? Co będzie z nami ? - pytanie. Pytanie, które dręczy go już kilka dni. Nie pozwoli Dianie odejść, ale co on będzie miał tu do powiedzenia ? To jej decyzja. Wie tylko, że na pewno będzie o nią walczył i nie pozwoli jej tak szybko odejść.
- Nie wiem Marco. Może najlepiej będzie jeśli pozostanie tak jak jest. Ja mieszkam u Mario, ty sam. Może najwyższy czas zakończyć to wszystko. Może czas SIĘ ROZWIEŚĆ ?. - Ostatnie zdanie cały czas chodziło mu po głowie, on nie wyobrażał sobie życia bez niej. Dla niej tak się poświęcał. 
               - Pięknie tu ! - powiedziała oglądając zachód słońca. Cieszyła się, że Marco zabrała ją w tą 
niezwykłą podróż. Podróż na Malediwy. Zawsze o tym marzyła, lecz nie miała na to pieniędzy. 
- Cieszę się, że ci się podoba. - ucałował ją w obojczyk, który aktualnie miała odkryty. Przez ponad półtora godziny siedzieli i oglądali przepiękne widoki. 
- Nie jesteś zmęczona ? - zapytał troskliwie.
- Nie, a ty ? Chcesz iść spać ?. - spojrzała mu głęboko w oczy. Dopiero teraz zauważyła ich prawdziwy kolor czyli brąz. Zdziwiła się, że tyle go zna, a dopiero teraz zauważyła prawdziwy ich kolor. On, gdy zauważył, że dziewczyna patrzy mu w oczy nie czekając pocałował ją delikatnie, ale subtelnie. 
- Mam inne plany związane z tobą. - powiedział i coraz namiętniej i zachłanniej zaczął ją całować. Diana zdziwiona obrotem sprawy oddawała jego pocałunki. Wiedziała do czego zmierza Reus, ale po raz kolejny nie mogła mu odmówić, chciała tego. Chciała poczuć te bliskość z nim. Marco zaniósł ja do ich aktualnej sypialni i ułożył ją delikatnie na łóżku, nadal całując.
Szybkimi ruchami pozbył się jej ubrań. Ona nie była mu dłużna. Leżeli już tylko w samej bieliźnie. Obojga podniecał ten widok. 
- Jesteś pewna, że tego chcesz ? - zapytał patrząc jej w oczy. Zawsze potrafił z nich wyczytać wszystko tym razem tak nie było, nie umiał w nich wyczytać niczego. 
- Tak. Chcę tego. Chcę ciebie. - odpowiedziała i po raz pierwszy tego wieczoru to ona go pocałowała. 
- Kocham cię. - powiedział to tak czule, że dziewczyna poczuła, że to ten jedyny , i że nie będzie żałować tej nocy. 
       Rano obudziła się z uśmiechem na ustach. Od kiedy jest z nim, nie ma dnia, żeby się nie uśmiechała. Nie żałowała tego co się stało wczorajszego wieczoru. Obróciła się na drugi bok i zobaczyła, że blondyna już nie ma. Pewnie poszedł wziąć prysznic.- pomyślała. Spojrzała na zegar, który wisiał na ścianie i pokazywał godzinę dziewiątą. Postanowiła już wstać. Gdy chciała wyjść ktoś zatarasował jej wyjście swoim ciałem. Uśmiechnięty od ucha do ucha przyglądał jej się. Ona uwielbiała jego uśmiech, więc odwzajemniała go za każdym razem.
- Dzień dobry. - pocałował ją czule i dał jej piękny bukiet róż, który wyciągnął z zza pleców. - Jak się spało ?
- Cudownie. - rozmarzyła się na samo wspomnienie. Marco dopiero teraz zauważył, że dziewczyna ma na sobie jego koszulę. - Czemu mi się tak przyglądasz ? - zapytała.
- Ślicznie ci w mojej koszuli. - pocałował ją. - Choć odśwież się,a ja zrobię nam śniadanie. 
   Diana poszła pod prysznic, a Reus urzędował w kuchni. W prawdzie nie potrafił gotować, ale chciał żeby Diana poczuła się wyjątkowo. Ta noc spędzona z nią dała mu do zrozumienia, że ona mu ufa. Wiedział, że łatwo ją zranić, więc nie chciał aby ona cierpiała. Dopiero wczoraj pozwoliła mu na coś więcej. 
- Marco dlaczego wśród róż, które mi dałeś jest jedna sztuczna ?- zapytała wchodząc do kuchni,
- Gdy wszystkie zwiędną przestanę cię kochać. - odpowiedział pewnie.
- Nie zgadzam się na rozwód. - powiedział stanowczo.
- Proszę cię, nie utrudniaj tego. Ja wiem, że to nie jest proste, ale tak będzie najlepiej. - łza spłynęła po jej policzku. Już nie czuła się silna. W prawdzie nigdy nie czuła się silna, te wszystkie problemy zawsze ją przerastały. 
- Kocham cię. Proszę nie rób mi tego.
- Myślisz, że mi jest z tym łatwo ? Ilekroć zamknę oczy widzę ciebie. Widzę te wszystkie piękne chwile. - tym razem nie mogła powstrzymać potoku łez. Ludzie siedzący w kawiarni patrzyli na nią ze współczuciem.
- Spróbujmy to naprawić ! Proszę. 
- Nie Marco. To koniec. - powiedziała i wyszła jak najszybciej z kawiarni. 


___________________________________________________
I jak wam się podoba rozdział ? :)) Starałam się aby wyszedł jak najlepiej. :D
Jutro mecz Borussia- Bayern ! <3 Oglądamy !:D 
Liczę na wasze szczere opinie ! :)
Pozdrawiam i zapraszam na mojego drugiego bloga : zmienmy-przyszlosc-na-lepsza.blogspot.com 





Awwwwwwww.. <3 :D


                                             
#Selfie <3 xd 


                         



               


środa, 2 lipca 2014

ROZDZIAŁ II

„ Zbite lustro nie odpowie nam nic, 
za późno by odszukać tych win.
Dzień za dniem wlecze wspomnienia te,
w których noc rozpieszczała nasz sen. ”


* Dwa tygodnie później *

          

       Smutek w jego oczach było widać na kilometr. Diana nadal się nie wybudziła.  Czuł się winny całej tej sytuacji. Gdyby nie dał się tak podejść Angelinie jego żona na pewno o tej porze szykowała by mu śniadanie i budziła czułym pocałunkiem w usta. Zawsze tak robiła. Na samą myśl tego wspomnienia uśmiecha się i opuszkami palców dotyka swoich ust. Na komodzie obok ich dużego łóżka stało zdjęcie. Chwycił je i przypomniał sobie najpiękniejszy dzień swojego życia.

- Wyglądasz pięknie. 
Ona ubrana w długą, piękną białą suknię, 
z przeróżnymi dodatkami.
On w elegancki garnitur szyty na miarę. 
- Dziękuję. Ty też przystojniaku. - zarumieniła się troszeczkę. 
Po błogosławieństwie rodziców jechali do kościoła.
Gazety w całych Niemczech  „huczały” o ważnym wydarzeniu dla tych dwojga osób. 
Gdy podchodził do ołtarza by przysiąc miłość swojej ukochanej wcale się nie denerwował. Jakby wiedział, że
na zawsze już będą razem, że nic ich nie rozdzieli.
- Nareszcie. - szepnął jej na ucho po skończonej Mszy Św.
- Kocham cię. - odpowiedziała cicho, ale pewnie. 
Stali przed kościołem słuchając życzeń od zaproszonych gości. Nie było ich mało, ponad pięćset osób. 
Nie przeszkadzało im to, bo w tym dniu to oni byli najszczęśliwszymi ludźmi na ziemi. 
Wesele odbyło się w Zum Alten Markt.
Wszyscy goście dobrze się bawili i nie szczędzili alkoholu nawet Jürgen Klopp, który nie jest zadowolony jak jego piłkarze za dużo wypiją a na drugi dzień nie dają rady biegać za piłką, bo męczy ich „kac morderca, ale co innego wesele, a co innego impreza. O drugiej w nocy wszyscy wyszli na zewnątrz, aby zobaczyć pokaz fajerwerków przygotowany przez świadków. Mario Götze i Melanie Reus - siostra Marco. Mario trochę miał problemów, nie pomogło mu przy tym wypita duża ilość alkoholu, ale po kilku minutach udało mu się odpalić potrzebne narzędzia. 
Po godzinie siódmej rano  prawie wszyscy się rozeszli, by wyspać się na  poprawiny. 
- Ale wy się kochacie. - stwierdziła żona Łukasza Piszczka - Ewa.
- Nie widzę świata po za nią. - powiedział i pocałował Dianę w czoło.
- Dziękujemy, że przyszliście. 
- Zabawa była świetna na poprawiny też przyjdziemy i jeszcze raz życzymy szczęścia na nowej drodze życia. - odparł Łukasz. 

     Odłożył zdjęcie na miejsce i najszybciej jak się dało pojechał do szpitala. Po godzinie drogi był na miejscu. Wszedł do sali, w której leży jego ukochana, ucałował ją w czoło i usiadł na krześle. 
- Przepraszam. Przepraszam, że byłem taki głupi. Kocham cię i nie chcę cię stracić. Zrobię wszystko żebyśmy znowu byli razem.- zapadła cisza, słychać było tylko szpitalną maszynę.  - Schrzaniłem wszystko. Przepraszam. - dodał po chwili. Chwycił dłoń Diany i całował nią. Siedząc tam przez kilka minut poczuł, że dziewczyna próbuje ruszyć palcami. Z nadzieją w oczach patrzył na jej bladą twarz, czekał aż otworzy oczy. Do sali wszedł lekarz brunetki - siwy, starszy mężczyzna po pięćdziesiątce. Stał tak przez chwile patrząc na nią.
- Budzi się. - uśmiechnął się przyjaźnie do Marco. W jednej chwili Marco zagościł uśmiech na twarzy.
- Czyli już wszystko będzie dobrze ?
- Tak. Raczej tak. - odpowiedział.
- Marco.. - rzekła cicho, resztkami sił.
- Przepraszam, ale musimy pacjentce zrobić kilka badań. Niech pan zaczeka na korytarzu panie Reus. - Marco zrobił tak jak chciał Lekarz David. Usiadł na krześle i wyjął telefon. Musiał powiadomić o tym Mario, który także pojechał się umyć i przebrać.
      Po trzydziestu minutach lekarz oznajmił mu, że może wejść do żony. Usiadł na krześle i ucałował ją w dłoń.
- Marco.. - znowu wypowiedziała jego imię i znowu resztkami sił. Była bardzo słaba, jej organizm jeszcze nie przywykł.
- Cichutko, jestem przy tobie... Nie mów nic już..
- Co się stało ?
- Miałaś wypadek. Jakiś kierowca w ciebie wjechał. Nie martw się jak tylko go znajdę załatwię go raz na zawsze. Tak się cieszę, że się obudziłaś. - jeszcze raz ucałował jej dłoń. - Cicho, nie mów nic.. Jesteś bardzo słaba. - oznajmił, gdy zobaczył, że chce coś powiedzieć.
- Jak się czujesz Diana ? - do sali weszli Ewa z Łukaszem.
- Dobrze - brunetka wymusiła się na lekki uśmiech.
- Widzę, że jesteś bardzo słaba.. A może jesteś głodna? Chcesz coś do jedzenia ?- zapytała Ewa, kochana, troskliwa Ewcia - pomyślała dziewczyna.
- Diana ! - tym razem to Mario wparował do sali. - Ale ty blada jesteś.. Nie wyglądasz najlepiej.. - powiedział zmartwiony.
- Götze, ty to potrafisz pocieszyć kobietę, nie ma co.. - zaśmiała się Ewa, by rozluźnić trochę atmosferę.
- Ale przecież nic takiego złego nie powiedziałem. - bronił się młody Niemiec. 
      Łukasz i Ewa przesiedzieli u Diany całe trzy godziny. Musieli się zbierać żeby zdążyć odebrać córkę od opiekunki. Mario i Marco nadal czuwali przy niej i żaden nie miał zamiaru na razie opuszczać próg tego szpitala. Diana była im za to wdzięczna. Wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała porozmawiać z Marco, ale nie chciała jak na razie tego robić. Bała się. Będąc w śpiączce słyszała wszystko co do niej mówił. Być może mu wierzyła. Ale jeszcze nie wybaczyła. Będzie musiał o nią powalczyć.

__________________________________________
I oto rozdział drugi :))
Jestem Wam bardzo wdzięczna za komentarze pod poprzednim rozdziałem . :)
Dziękuję i mam nadzieję, że Wam się spodoba nowy ;)
Rozdział dodaje wyjątkowo dzisiaj, ale następne już będę dodawać w terminie, czyli gdzieś w weekendy ;P
Pozdrawiam. <3