sobota, 27 czerwca 2015

ROZDZIAŁ XX

„ Stoimy obok siebie, patrzymy na swoje dłonie. 
Cholera, jesteśmy tak blisko, a nie możemy się nawet dotknąć. ”



~ osiem miesięcy później ~

             Nie wszystko da się naprawić, ale wszystko można zacząć od nowa. Z takimi słowami w głowie przekraczała próg domu swoich przyjaciół. Czas spędzony w Londynie pozwolił Dianie przemyśleć to wszystko. Nadal nie chciała powiadomić męża o dziecku, ale już nie z takim przekonaniem co wcześniej. W Anglii poznała przyjaciela państwa Błaszczykowskich - Wojciecha Szczęsnego. Bardzo go polubiła. To on pomagał jej w tym trudnym okresie. 
- Opowiadaj wszystko. Jak tam maluszek ? - jak zawsze została serdecznie przywitana przez Agatę.
- Wszystko w porządku. Termin mam za dwa tygodnie. - uśmiechnęła się i pogładziła swój zaokrąglony brzuszek. 
- Zastanawiałaś się jak go nazwiesz ?.
- Myślałam nad Max'em. Wojtek próbował mnie przekonać do jego imienia, ale niestety uparłam się nad pierwszą wersją. 
- A u was jak tam? Gdzie macie moją małą księżniczkę ? 
- Mats z Cathy zabrali ją na wycieczkę. 
- Świetna sprawa. Dokąd ?
- Nie pamiętam miejscowości. - zaśmiała się. - ale za dwa dni wraca. 
- To kiedy wyjechała ? 
- W czwartek.
Obie upiły łyk świeżo zaparzonej kawy. Agata zauważyła, że coś dręczy jej przyjaciółkę.
- Diana.. O co chodzi ? - zapytała wreszcie.
- A on.. Opowiedz mi wszystko. Co u niego ? Jak sobie radzi ?- wbiła wzrok w podłogę. 
- Jakby ci to powiedzieć..- zaczęła myśleć nad dobraniem słów co zaniepokoiło Niemkę. Pomyślała już o najgorszym. Najgorszym dla niej. - Kompletnie sobie nie radzi. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Nic go nie obchodzi. Opuszcza treningi. Jest wredny, chamski.. taki oschły. Często nadużywa alkoholu. No krótko mówiąc jest bardzo źle. - pominęła fakt o tym, że codziennie ma inną kochankę. Nie chciała bardziej zranić przyjaciółki. - Oczywiście próbujemy mu pomóc, ale to na marne. 
- Nie wiedziałam, że jest tak źle. - pokręciła głową. - Mają teraz trening ? - zapytała.
- Tak. Kuba specjalnie pojechał po niego. 
- To dobrze.. Muszę iść zabrać wszystkie papiery potrzebne do rozwodu. - oznajmiła przygryzając dolną wargę.
- Przemyśl to jeszcze. - poprosiła Polka.
- Już i tak za długo zwlekałam. Po za tym, nie mogę z nim być po tym co mi zrobił.
- Diana.. Każdy facet to chuj, ale jeden będzie nim przez miesiąc, a drugi przez całe życie. 
- Mogę pożyczyć samochód? - zignorowała uwagę Błaszczykowskiej.
- Chcesz prowadzić w takim stanie ? - zapytała rozbawiona.
- Masz rację.. Zamówię taksówkę. 
          Po kilkunastu minutach stała już pod drzwiami swojego domu, dawnego domu. Miała jeszcze do niego klucze, dlatego bez problemu dostała się do środka. Oczywiście nie zdziwiła się na widok strasznego bałaganu. Spodziewała się tego po słowach Agaty. 
         W tym samym czasie piłkarze Borussii Dortmund skończyli trening, który został skrócony przez trenera, bowiem musiał on iść na spotkanie. 
- Wstąpimy jeszcze do sklepu. Obiecałem Agacie, że zrobię zakupy na przyjazd Di..- zatrzymał się w połowie zdania. 
- Na kogo przyjazd ? - zapytał zdziwiony. 
- Ciotka Danuta przyjeżdża. Jak co roku. - rzucił bez namysłu. Na szczęście blondyn chyba uwierzył, bo nie dopytywał dalej. Z resztą i tak go to nie obchodziło.
- Z życiem chłopie.. Ruszasz się jak moja babcia. Podjedź tym wózkiem tu. - powiedział reprezentant Polski, gdy byli już w sklepie. 
- A ty marudzisz jak moja babcia. - mruknął. 
- Marco! - usłyszeli zadowolony głos.- Czemu się nie odzywasz do starych kumpli ? - przywitał się.
- David to Kuba, Kuba to jest David. - panowie podali sobie ręce. - No wiesz nie było czasu. 
- To ja pójdę już do kasy. - zaproponował Kuba, a po chwili już go nie było.
- Czemu mi nie powiedziałeś, że będziesz ojcem ? - zapytał z udawanym oburzeniem. 
- Słucham ?
- No widziałem dzisiaj Dianę z niezłym już brzuchem. Nie udawaj. 
- Gdzie ją widziałeś ?- zapytał ożywiony. Na samo wymówienie jej imienia tak reagował.
- No w aptece. Dobrze się czujesz ? - zapytał z troską.
- Tak.. Muszę iść. Zdzwonimy się kiedyś i umówimy na piwo. - rzucił w pośpiechu. 
     Blondyn wiedział, że David dopiero wrócił z Brazylii, dlatego nic nie wiedział o rozstaniu. Jak najszybciej pobiegł do kasy, gdzie kasowany był właśnie Kuba.
- Już jesteś ? Kupiłem ci jogurt. - uśmiechnął się.
- Diana wróciła ?- zapytał wprost. Polakowi uśmiech zszedł z twarzy. 
- Nie..Marco zapomnij..- nie dokończył.
- Kłamiesz! - krzyknął. - Jest u was ? 
- Tak, ale..
- Muszę ją zobaczyć. - z zakupami pobiegł do samochodu. 
     Jechali w milczeniu. Niemiec był podekscytowany na wieść, że zobaczy swoją ukochaną. Tak bardzo za nią tęsknił. Te ostatnie miesiące były dla niego bardzo trudne. Gdy dowiedział się, że wyjechała ,w dodatku na stałe, załamał się. Szybko ruszył do drzwi i wparował jak do siebie.
- Diana ! - krzyknął.
- Marco ? Co ty tutaj robisz ? - zapytała Agata.
- Gdzie ona jest ? - zapytał.
- Ale kto ?
- Nie udawaj głupiej ! Wiesz o kim mówię. - krzyknął. Nie panował nad emocjami.
- U ciebie. Szuka jakiś papierów. - oznajmiła, a blondyna już nie  było.
- Dlaczego mu powiedziałeś ? Diana będzie wściekła. - powiedziała z wyrzutem.
- To nie ja. Spotkał kolegę..- tłumaczył się Kuba.
- Kuba pożyczam auto.- usłyszeli za sobą. Kiedy próbowali zareagować było za późno, bo blondyn wyjechał z piskiem opon.
     Jak najszybciej zjawił się pod swoim domem. Nic nie mówiąc krążył po wszystkich pokojach. Na koniec zostawił sypialnie. Była tam. Po cichu wpatrywał się w nią nie dając znaku o swojej obecności. Diana zajęta była szukaniem, dlatego nie zauważył męża. Gdy tylko się odwróciła, zamarła. Patrzyli na siebie nic nie mówiąc. Marco delikatnie podszedł i próbował ją przytulić. Zdziwiony tym, że dziewczyna go nie odpycha przyciągnął ją jeszcze mocniej do siebie.
- Nawet nie wiesz jak bardzo tęskniłem. - powiedział łamliwym głosem.
- Zostaw mnie. Puść, proszę. - powiedziała cicho.
- To moje dziecko ? - zapytał po chwili. Dotknął brzucha i podniósł podbródek Niemki, by spojrzała mu w oczy. Ona jak zahipnotyzowana nie odpowiedziała nic. - Czyli moje. - uśmiechnął się na samą myśl, że będzie ojcem.
- Nie..- odpowiedziała ze złami w oczach.- To dziecko jest tylko i wyłącznie moje. Nikogo więcej. - z zaciśniętymi zębami odsunęła się od męża.
- Jestem jego ojcem. Mam prawo go widywać i mam prawo go wychowywać.
- Gdzie byłeś przez ostatnie dziewięć miesięcy ? Co? - krzyknęła.
- To ty wyjechałaś !.- również krzyknął.
- Bo nie mogłam na ciebie patrzeć. Jak tam u Angeliki ? Układa się wam.?- zapytała z ironią. On tylko uśmiechnął się kpiąco. - Powiedz coś !.
- Kocham cię.
- Przestań !.
- Nie. Kocham cię, rozumiesz ?! Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, bo wróciłaś. Mogę cię znowu zobaczyć, dotknąć, wiesz jak za tym tęskniłem ? Jeszcze jak teraz wiem, że będę tatą nie ma szczęśliwszego ode mnie. - krzyknął. - Kurwa kocham cię !.
- Przestań, proszę cię. Znowu mieszasz mi w głowie. - powiedziała cicho. Po chwili złapała się za brzuch.
- Diana ? Co się dzieje ? - zapytał z troską.
- Boli. Pomóż.- powiedziała z trudem.
- Jedziemy do szpitala.


______________________________
Mówiłam, że kilka dni i będzie rozdział ? :D Nie wiedziałam, że aż tyle osób czyta moje wypociny.. Szczerze mówiąc spodziewałam się, że nie będzie ani jednego komentarza, a tutaj taka niespodzianka.;) Dziękuj.<3
Wczoraj wieczorem naprawili mi komputer i od razu wzięłam się do pisania. Jak wam się podoba ? :))











poniedziałek, 11 maja 2015

ROZDZIAŁ XIX

„ Chciałbym, by ktoś miał serce tak wielkie, żeby pokochać wszystko co we mnie. ”



             Ludzie myślą, że jak się ktoś uśmiecha to jest wszystko dobrze. Nie wiedzą jednak, że w rzeczywistości rozrywa nam serce. Tak łatwo jest ich oszukać, gdy pytają: „ stało się coś ? ” odpowiedź zawsze brzmi „ nie ”, choć mamy ochotę powiedzieć im prawdę.. Mamy ochotę, ale uświadamiamy sobie, że przecież ich to tak naprawdę  nie obchodzi. Pytają, bo muszą. Takie jest nasze zdanie. Często się mylimy i zamiast wyżalić się tłumimy to w sobie. To jest jedna z naszych wad.
            Zdenerwowany piłkarz wsiadł do samochodu i odjechał z piskiem opon. Był zły na przyjaciela. Z drugiej strony wiedział, że Diana kocha go najbardziej na świecie i on to wykorzysta. Reus zawsze dostaje to co chce. 
- Ty dupku ! - gdy tylko go zobaczył rzucił się na niego. Przycisnął do ściany i krzyknął. - Przespałeś się z nią ! Jak mogłeś ? - uderzył go, ale Marco nie był mu dłużny i oddał dwa razy mocniej. 
- Widocznie nie zaspakajałeś jej potrzeb. - zaśmiał się ironicznie. Młodszy już chciał mu odpowiedzieć fizycznie, ale został zatrzymany przez kolegów.
- Wiesz, że ją kocham !- krzyknął.
- A myślisz, że ja jej nie kocham ?! Ona jest dla mnie wszystkim. 
- To trzeba było jej nie zdradzać.
- Co się tu dzieje ?! - zza pleców usłyszeli donośny głos trenera. Wszyscy jak jeden mąż odwrócili się i odpowiedzieli: „ Nic, trenerze ”. 
- Właśnie widzę, że nic. Obaj krwawią. Wy na boisko, a wy ze mną. 
Dla każdego piłkarza Borussii Jürgen Klopp jest jak ojciec. Zawsze doradzi, wesprze, a gdy będzie trzeba ochrzani. 
- O co poszło ? - zapytał. 
- O nic. Trenerze mogę iść się przebierać ?- zapytał młodszy.
- Idź. Może ty mi powiesz.
- Trener wie jak jest..
- Pobiliście się o Dianę. - bardziej stwierdził niż zapytał. Blondyn tylko kiwnął głową.
- Ona już nie wróci. - szepnął. 
- Wróci, wróci - zobaczysz.
- Nie ! Bo tam jest on..
- A kim jest on.. ? - zapytał, by dowiedzieć się jakie ma podejście na ten temat. Niektórzy się śmieją, że powinien być psychologiem. Ma świetne podejście i zawsze znajdzie wyjście z sytuacji. 
- On ? On jest dla niej kimś ważnym. Kimś kto potrafi sprawić, że ona się raduje. Kimś kto prostuje i koloruje jej życiową drogę. Dlatego ona nie wróci.. - spuścił głowę.
- Marco posłuchaj.. Podejrzewam, że doszło do czegoś więcej, bo inaczej byście się nie pobili, więc sam odpowiedz sobie na to.. - poklepał go po plecach i zostawił samego. 
            Niemiec jak najszybciej ruszył w stronę domu przyjaciela. Bez pukania wszedł do środka, rozejrzał się dookoła i widząc, że nikogo nie ma na dole, poszedł na górę. 
- Diana..- powiedział, gdy zobaczył zapłakaną dziewczynę, która pakowała ubrania do walizki.
- Wyjdź, proszę. - nawet na niego nie spojrzała. Nie posłuchał ukochanej i przytulił ją do siebie. Wtedy ich spojrzenia się spotkały. 
- Mario..- oznajmiła po cicho widząc ranę na twarzy męża. Dotknęła delikatnie jego policzka.
- Kiedy cię poznałem, podobałaś mi się. - powiedział. - potem bardzo mi się podobałaś. A teraz dorosłem, żeby .. cię pokochać. 
- To słodkie, wiesz ? Szkoda tylko, że tak późno się o tym przekonałeś. - wyswobodziła się z uścisku i zapięła walizkę. - Oddaj to Mario. - włożyła mu do rąk kluczę od domu. Mężczyzna stał nie ruchomo. Nie wiedział co powiedzieć. Gdy tylko się ocknął było już za późno. Kobieta wsiadała już do taksówki. 
          Jechała do domu Piszczków. W prawdzie tylko się pożegnać chciała. Postanowiła, że wyjedzie do Londynu. Jeszcze nie wie czy wróci, czy zostanie tam na stałe. Drzwi otworzyła jej uśmiechnięta Ewa. 
- Diana.. Powiedziałaś mu ? Wchodź. - od razu zauważyła łzy na policzkach przyjaciółki.
- Ja tylko chciałam się pożegnać. - oznajmiła.
- Co ? Wyjeżdżasz ? Dokąd ? - usłyszała za plecami pytania, które zadała Ania. Lewandowska postanowiła odwiedzić Ewę i poplotkować trochę. Może nie były z Dianą tak zżyte jak przyjaciółki, ale lubiły się nawzajem. 
- Witaj Aniu. - wymusiła uśmiech. 
- Ja zrobię herbaty. - powiedziała najstarsza i udała się do kuchni.
- No to opowiadaj. Coś z Marco ? - Ania jest życzliwą osobą dlatego zawsze wszystkim próbuje pomóc. 
- Czemu on mnie rani ? -zapytała ze łzami w oczach.
- Bo może nie wie, że to boli.
- To nie widzi moich łez, niewyspanych oczu ?
- On jest głupi.
- Nie mów tak.. On po prostu oślepł od patrzenia na nią.
- Zerwał z nią wczoraj. - powiedziała Ewa i zaniosła kubek herbaty Niemce.
- Skąd wiesz ? - zapytała Ania.
- Była u mnie. - wzruszyła ramionami. - I wyjawiła mi sekret. - uśmiechnęła się.
- Jaki sekret ? - zapytała zdziwiona Polka.
- Taki trochę intymny. - zaśmiała się.
- Nie chcę tego słuchać. - mruknęła Niemka.
- Nie chodzi o Marco. Ona spała z mężczyznami za pieniądze. - powiedziała cicho. 
- Żartujesz ? - zapytała zdziwiona Ania.
- Niee.. Na serio ? - wtórowała jej Diana.
- Przysięgam na wszystko. 
- No i dobrze, że ją rzucił. 
- Teraz możecie być razem i wychować dziecko.
- Jesteś w ciąży ? 
- Tak, ale nikt nie może się o tym dowiedzieć, a tym bardziej Marco.
- Musisz mu powiedzieć. - nalegała Ewa.
- Zawieziesz mnie na lotnisko ? - zapytała pomijając prośbę koleżanki.
- Pewnie, ale powiedz chociaż gdzie jedziesz ? 
- Londyn. - uśmiechnęła się. 
            Po kilku godzinach byli już na miejscu. Po drodze zabrały Łukasza z treningu, by on też mógł pożegnać się z Dianą.
- Dziękuję kochani, będę za wami strasznie tęsknić. - powiedziała ze łzami w oczach.
- Oj przestań.. Nie wyjeżdżasz przecież na zawsze, prawda ? - szturchnął ją w ramię Piszczek. - Dobra, chodź tu mała. - przytulił ją najmocniej jak umiał. - Mój przyjaciel Wojtek się tobą zaopiekuje. 
- Diana.. Obiecaj mi, że zobaczę małego Reus'a..- zażądała Ewa.
- Obiecuję. Ale pamiętajcie Marco nie może się dowiedzieć. - przytuliła ich oboje. Po raz ostatni. 



piątek, 1 maja 2015

ROZDZIAŁ XVIII

„ Bo to on jest od kilkunastu miesięcy tą najważniejszą osobą w moim życiu,
a dlaczego ? Bo to on jako jedyny ma do mnie nieziemską cierpliwość,
on nadaje życiu sens, bo dzięki niemu mam dla kogo żyć, 
bo przy nim za każdym razem czuję się tak jak nigdy wcześniej,
bo jego życie jest moim życiem, 
bo nie liczy się nic oprócz tego żeby na jego słodkiej buzi widniał uśmiech,
bo mimo wielu zła on nadal był, jest i będzie. ”



              Niektórzy chcą umrzeć, bo cierpią z miłości- inni błagają codziennie Boga, żeby przeżyć kolejny dzień. Codziennie w kolejkach w sklepie stoją setki osób, żeby kupić papierosy- w tym samym czasie dziesiątki tysięcy ludzi zmagają się z rakiem płuc. Bogaci marzą o nowych samochodach - biedni o tym, żeby mieć co włożyć do garnka. Chyba każdy chociaż raz, pokłócił się z rodzicami i myślał, że bez nich byłoby lepiej - dzieci w domach dziecka marzą o tym, żeby mieć do kogo powiedzieć „ mamo ” i „ tato ”. Życzymy innym śmierci, bo nas skrzywdzili - płakalibyśmy na ich pogrzebie. Odrzucamy miłość innych, bo „ nie są dla nas wystarczająco dobrzy ” - ktoś zasługuje na ich miłość bardziej, niż my. Wyrzucamy jedzenie  - dzieci w Afryce umierają z głodu. Zrywamy ze sobą, bo mamy siebie dosyć - niektóre pary dzieli tysiące kilometrów i marzą, żeby widzieć się codziennie. Jako dzieci jesteśmy szczęśliwi -  pragniemy dorosnąć. Ale, gdy już dorośniemy okazuje się, że życie nie jest takie kolorowe. Wtedy chcemy wrócić do tamtych czasów, czasów gdy byliśmy dziećmi, a jedynym problemem było to, że nie mamy upragnionej zabawki...
           
~ miesiąc później ~ 

              Słońce, piasek, morze. Taki urlop mógłby trwać wiecznie, ale niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy. Tak było i tym razem. Przyjaciele już od kilku tygodni byli w Dortmundzie.
             Marco od przyjazdu do swojego rodzinnego miasta próbuje zakończyć swój związek z Angeliną lecz nie może. Nie chce skrzywdzić partnerki. Czasami jest arogancki, chamski, ale to tylko „ maska ”, na ogół jest wrażliwy i czuły. 
                A co u Diany ? U niej jak zawsze ciekawie.. Od kilku dni męczą ją nudności. Mario jest zaniepokojony stanem zdrowia Niemki, ale ta uspokaja go tłumacząc jemu, że to zmiana klimatu albo, że zjadła coś nieświeżego. Choć sama dobrze wie co jej jest. Zaprosiła specjalnie  Ewę do kawiarni , bo musiała to komuś powiedzieć.
- No to co się stało ? - zapytała upijając łyk świeżo zaparzonej kawy. 
- Nic. Musiało się coś stać, żebym zaprosiła przyjaciółkę na kawę? - odpowiedziała pytaniem. Zaczęła tak ponieważ nie wiedziała w jaki sposób ma to powiedzieć. Bała się, że Ewa zacznie myśleć, że jest nieodpowiedzialna.
- Diana.. Nie znamy się przecież od dwóch godzin, prawda? Mów co się dzieje. - Niemka nie odpowiedziała tylko wyjęła ze swojej torebki małe opakowanie, po czym spuściła wzrok.
- Ale to wspaniale. Dlaczego się nie cieszysz ? Byłaś już u lekarza ? 
- Nie. Chciałam ciebie prosić, abyś poszła tam ze mną. Pójdziesz ?
- Oczywiście, że z tobą pójdę.
- Ewcia.. Tylko ja tą wizytę mam za jakąś godzinę..
- I dobrze.. Im szybciej tym lepiej.
- Naprawdę ? Nie jesteś zła, że zapytałam się w ostatniej chwili ? 
- Młoda, nie gadaj już tyle tylko wsiadaj do auta. - zarządziła starsza. - Zrobimy jeszcze po drodze zakupy. 
- Czekaj, zapłacę za kawę.- uśmiechnęła się, a po chwili obie już siedziały w samochodzie. Ewie uśmiech nie schodził z twarzy. To taki typ  człowieka, który cieszy się ze szczęścia innych. Nie ma osoby, która nie lubiłaby tej kobiety. Zawsze promienna, każdemu mówi „ dzień dobry ”. Dla niej nie istotne jest to czy jesteś bogaty, sławny czy z  „ patologicznego domu ”. Ona wszystkich traktuje tak samo. Kobiety zrobiły zakupy i od razu udały się do lekarza. Niemka została od razu przyjęta do gabinetu, bo przecież jest żoną tego Reus'a, pomimo tego, że są w separacji. 
- I jak ? - zapytała Polka, gdy przyjaciółka wyszła. 
- Trzeci tydzień. - odpowiedziała i pokazała USG.
- Marco się ucieszy ! Zawsze chciał mieć dziecko. - powiedziała patrząc na badanie.
- Ewa ja już z nim nie jestem...
- Ale przecież to jest jego dziecko. - przerwała jej.
- Skąd o tym wiesz ? - zapytała łamliwym głosem.
- Widziałam was wtedy w hotelu. Poszłaś tak sama, a ja za tobą, żeby ci się nic nie stało. Chciałam cię zawołać, ale widziałam, że on też tam jest. Też się bał o ciebie. 
- Powiedziałaś to komuś ? 
- Kochanie dobrze wiesz, że nie. - przytuliła ją do siebie.
- Będę musiała to powiedzieć Mario. Wiem, że go zranię, ale nie mogę ukrywać prawdy. 
- Marco też powinien wiedzieć. - odpowiedziała.
- Nie, wychowam te dziecko sama. Nie potrzebuję litości. Po za tym będzie miał dziecko z Angeliną, po co mu moje ?
- Angelina nie jest w ciąży. 
- Jak to ? Przecież.. - nie potrafiła się wysłowić. Z jednej strony cieszyła się, ale w sumie z czego ? Przecież ona i Marco to już przeszłość. 
- Kobietę, która nosi pod sercem dziecko, męczą nudności, je za dwóch, zmienia jej się nastrój i wiele innych, a u niej nie widać tego. Po za tym nie widać brzuszka.- odparła żona Piszczka.
- Masz rację. - zaczęła się nad tym zastanawiać. Bo jeżeli Angelina nie jest w ciąży, to dlaczego kłamie ? 
- Choć do mnie Łukasz robi dzisiaj obiad. Będzie zabawnie. 
- Nie będę się do was wpraszać pewnie chcecie spędzić południe sami.
- Musisz przyjść, bo powiedziałam mu, żeby zrobił też dla ciebie. 
- Skoro nalegasz..- przyjęła zaproszenie.
      Gdy dojechały na miejsce były mile zaskoczone, ponieważ reprezentant Polski przygotował pyszne jedzenie. Zdziwiło to trochę Ewe. 
- Widzisz Diana.. Tyle lat po ślubie, a ja nie wiedziałam, że mój mąż ma taki talent do gotowania. - zaśmiała się, a wtórowała jej Niemka. - I do tego wszystko po sobie pozmywał..
- Ale mamo.. Tata zadzwonił i taki pan mu psyniósł jedzonko. 
- Młoda.. A kto ci kupił lalkę żebyś nie naskarżyła ? - zapytał. - Ciekawe po kim ty jesteś taka wygadana... Pewnie po matce. - powiedział a wszystkie kobiety wybuchnęły śmiechem.
- Łukasz, ona nie musiała mówić. Przecież poczułyśmy tę spaleniznę już w ogrodzie. - uśmiechnęła się Polka.
        Po obiedzie kobiety rozmawiały kilka godzin, lecz Niemka musiała już iść do domu. Mario dzisiaj pojechał do rodziców, więc tam zjadł obiad. Jednak powinien już wrócić. A Diana nie chce zwlekać z opowiedzeniem mu prawdy. Za każdym razem, gdy na niego patrzy przypomina jej się noc z Marco i to jak bardzo go skrzywdziła. Przeklina na siebie w myślach. Mario nie widzi świata poza nią, a ona mu robi takie świństwo. 
- Gdzie byłaś ? - zapytał zaniepokojony. 
- U Ewy i Łukasza. - oznajmiła.
- Co dzisiaj robiłaś ? - chciał ją pocałować, lecz Niemka odsunęła się od niego. 
- Mario usiądź. Musimy porozmawiać. 
- Brzmi groźnie.. Mam się bać ? - zaśmiał się.
- To nie jest śmieszne. Mógłbyś choć raz zachowywać się poważnie ? - zdenerwowała się. Być może to hormony, a może nie. Od dawna denerwuje ją to, że piłkarz zachowuje się jak dziecko. 
- Spokojnie już. Masz okres, czy co ? 
- Przywalę ci zaraz. - oznajmiła z zaciśniętymi zębami. 
- U groźna.. Pociąga mnie to.. - zaśmiał się.
- Z tobą się nie da rozmawiać. Idę się wykąpać. 
- Pomóc ci ? - poruszył zabawnie brwiami. 
- Poradzę sobie. - powiedziała zła i trzasnęła drzwiami od łazienki. 
          Gdy tylko się wykąpała zrobiła sobie kolację i poszła spać nie odzywając się do chłopaka. On wolał nie drażnić ukochanej więc nie mówił ani słowa. Rano, gdy tylko Diana wstała zrobiła śniadanie piłkarzowi. 
- Już się nie gniewasz ? - przytulił ją i ucałował w policzek. 
- Zjedz, a ja idę się ubrać. - wyswobodziła się z jego uścisku.
- To o czym chciałaś wczoraj porozmawiać ? - zapytał, gdy kobieta wróciła. 
- Nie wiem jak ci to powiedzieć.. - zaczęła.
- Chcesz ze mną rozmawiać, ale nie wiesz o czym.. A wczoraj zrobiłaś mi awan..- nie dokończył.
- Przespałam się z Marco. - przerwała mu i jak najszybciej się dało wypowiedziała to zdanie. Chłopakowi od razu zszedł uśmiech z twarzy. 














____________________________
Witam ! :D
No to tak w trzech słowach : JEDZIEMY DO BERLINA.
Nawet nie wicie jak się cieszę ! :*
A co do rozdziału mam  nadzieję, że się podoba, bo coraz bardziej wkurzają mnie te moje wypociny !:((
No już nie zanudzam ! :* Komentujcie ! ;*
Pozdrawiam. ♥


sobota, 18 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ XVII

  „ Ranimy się, kłócimy i krzyczymy czasem głośniej niż 
jest to potrzebne, ale gdzieś między to wplatamy
miłość i wiarę w to, że każdy dzień jest kolejną cegiełką umacniającą mur,
który nazywamy naszym wspólnym życiem. ”


               Miłość jest kombinacją podziwu, szacunku i namiętności. Jeśli żywe jest choć jedno z tych uczuć, to nie ma co robić szumu. Jeśli dwa, to może nie jest to mistrzostwo świata, ale blisko. A jeśli wszystkie trzy , to śmierć jest już nie potrzebna: trafiłeś do nieba za życia.
               Pierwszy stycznia, godzina dwunasta. Dwudziestolatka otwiera delikatnie oczy i nie może uwierzyć w to co stało się w nocy. Poczuła się fatalnie pomimo , że bardzo tego chciała. Tęskniła za Marco, za jego czułym dotykiem. Tylko w jego ramionach czuła się najlepiej. Zerknęła na śpiącego blondyna i próbowała wyswobodzić się z uścisku mężczyzny jednocześnie starając się go nie obudzić. Udało jej się to, a po chwili schodziła już po schodach prowadzących na recepcję. Oddała klucz, który w prawdzie nie był jej potrzebny, i już miała wyjść szukać Mario, gdy recepcjonistka ją zatrzymała.
- Pani Reus..- usłyszała cichy, zachrypnięty głos blondynki. - Jeśli chciałaby pani, mogłabym dać zapasowy klucz do pokoju. - uśmiechnęła się.
- Och.. Oczywiście. Dziękuję bardzo. - odebrała klucz od dziewczyny i już szła na górę, gdy nagle usłyszała krzyki. Zaciekawiona i jednocześnie zaniepokojona wróciła w poprzednie miejsce i zobaczyła jak mężczyzna w średnim wieku nerwowo kłóci się z młodą recepcjonistką. Nie wyglądało to na sprzeczkę klienta z pracodawcą. Niemka stała tak obserwując całą sytuację, ale jak tylko zobaczyła, że mężczyzna uderzył kobietę postanowiła wkroczyć.
- Co pan robi ? - zapytała oburzona i popchnęła mężczyznę. Zawsze była odważna i nie bała się kogoś uderzyć. Taki miała charakter: na ogół miła, pogodna dziewczyna, ale gdy widzi czyjeś cierpienie, albo przemoc nad słabszymi, nie zastanawia się długo, by wkroczyć. 
- Niech się pani nie wtrąca. - powiedział zdenerwowany.
- Proszę stąd wyjść, bo zadzwonię na policję. - oznajmiła i wyciągnęła telefon z torebki. Mężczyzna wyrwał jej urządzenie z ręki i rzucił na ziemię.
- Słuchaj smarkulo, nie będziesz mi rozkazywała, a tym bardziej straszyła. - przycisnął ją do ściany i zaczął podduszać. Brunetka od razu przypomniała sobie jak Marco uczył ją samoobrony i od razu zastosowała to na napastniku. Facet przez następne kilka minut zwijał się z bólu, w międzyczasie kobiety zadzwoniły na policję. 
- Dziękuję. 
- Drobiazg. Chodź opatrzymy to. - powiedziała z uśmiechem na twarzy. 
- Gdyby nie pani..- nie skończyła.
- Tylko nie pani... Diana jestem. - podała jej rękę.
- Patrycja. 
- Masz ciekawy akcent. Skąd jesteś?
- Z Polski. 
Kobiety rozmawiały chwilę, a potem Diana poszła się przebrać. Nadal nie wiedziała o co chodziło temu mężczyźnie. Dlaczego się tak zachowywał ? Na pewno nie chodziło tu o zły pokój, bo o taką błahostkę ?
           Po porannej toalecie Niemka przebrała się i postanowiła poszukać Mario. Dobrze wiedziała, że młody piłkarz lubi zaszaleć. Znalazła go śpiącego w klubie. Uśmiechnęła się sama do siebie i postanowiła obudzić chłopaka.
- Mario obudź się.. - delikatnie szarpnęła ramieniem pijanego Niemca.
- Jeszcze chwila mamo.- wymruczał.
- Mario obiad. - krzyknęła.
- Co ? Co na obiad. - zapytał, a dziewczyna wybuchła śmiechem. - Fajnie, że się ze mnie śmiejesz. -powiedział obrażony.
- Och.. Wybacz, że uraziłam twoją męską dumę.
- Jaki obiad ? - do rozmowy wtrącił się zaspany i skacowany Piszczek.
- Nie zrozumiesz..- uśmiechnęła się Diana.
- Chłopaki wyglądacie wspaniale.- zakpił Marco, który przyszedł do klubu po tym jak obudził się sam w łóżku. Liczył na to, że Niemka obudzi się później niż on.
- Marco kochanie, tak się cieszę, że jesteś.. Miałem taki okropny sen. - poskarżył się najmłodszy.
- A widzisz młody, ja akurat miałem piękny sen..- rozmarzył się. - Piękna dziewczyna, cudowna noc..- nie dokończył.
- Dobra, dobra.. skończ.- zaśmiał się Łukasz.
- Gdzie Ewa i Agata ? - dziewczyna zignorowała zachowanie męża.
- Ewa wracała z tobą do hotelu.- oznajmił Polak.
- Uuu.. ktoś tu za dużo wypił i nic nie pamięta. - zakpił zadowolony Mario.
- Zamknij się Götze. - warknęła na niego.
- Po nazwisku, Reus ? - podniósł prawą brew.
            Dziewczyna nie wytrzymała tego i wyszła. Sama nie wie dlaczego uniosła się tak na Mario, po prostu czasami strasznie ją denerwuje. Szła zamyślona na plażę. Usiadła na piasku i biła się z myślami. 
- Dlaczego rano uciekłaś ? - usłyszała męski, zachrypnięty głos. 
- Nie uciekłam. - stwierdziła.
Chwile siedzieli w ciszy.
- Powiedz coś.- bąknął nagle. Podniosła na niego swoje smutne oczy.
- Co byś chciał usłyszeć ? - zapytała szeptem.
- Że też mnie kochasz, że wszystko będzie dobrze i mi wybaczysz. - cicho westchnął. 
- O czym myślałeś, kiedy byłeś z nią ? Co czułeś ? Satysfakcję ? Pomyślałeś wtedy o mnie ? O tym, jak będę się czuć ? Jak każdej nocy będę myślała, że ona przez ten cały czas trzymała w ramionach moje całe życie, że dotykała ciała, które ja tak pokochałam i patrzyła w oczy, których nigdy nie zapomnę. - schowała twarz w dłoniach. 
- Kocham cię. - powiedział,
- Miłość polega na wierności i zaufaniu, wiesz ? - warknęła zapłakana.
- Robię, co w mojej mocy, żeby nie dać ci powodów do zazdrości, ale podoba mi się twoja zachłanność. Chcę żebyś o mnie walczyła. Chcę, żeby ci na mnie zależało. Chcę, żebyś szalała na moim punkcie. Zachłanność bez zaufania jest jednak piekłem. Jeśli mi nie ufasz, to nie mamy nic. 
- Zaufanie działa w dwie strony. - odparła. 
- Diana..Spróbujmy znowu. Naprawmy to.. - popatrzył na nią. 
- Tego nie da się naprawić. - oznajmiła i ruszyła w stronę hotelu. Mężczyzna tylko odprowadzał ją wzrokiem i ze złości uderzył pięścią w piasek. 

_____________________________________

Witajcie ! :D 
Na początku chciałabym wam podziękować za komentarze pod poprzednim rozdziałem. Myślałam, że nikt nie będzie chciał tego czytać, a tym bardziej skomentować, bo dawno nie dodałam tu żadnego rozdziału. 
Dzisiaj grają nasze pszczółki ! :D Mam nadzieję, że wygrają ! Muszą ! :D HEJA BVB ! ♥
Pozdrawiam. ♥

środa, 15 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ XVI

„ Im dłużej coś w sobie tłumisz, z tym większą siłą to kiedyś wybuchnie. ”



               
                  Sylwester. Jedyny dzień w roku kiedy możemy wyszaleć, zabawić się żegnając stary rok. Dla niektórych udany, dla innych może trochę mniej. Dla Diany Reus nie był to dobry rok, wręcz przeciwnie był koszmarny. Zdrada męża, wypadek, rozstanie i wiele innych nieprzyjemnych rzeczy. Ale mimo wszystko postanowiła bawić się w tym dniu jak najlepiej. Miała nadzieję, że nowy rok, nowy rozdział w życiu będzie początkiem czegoś dobrego. 
                    Wszystkie kobiety udały się w południe do fryzjera i jak można przypuszczać spędziły tam kilka godzin. Każda chciała wyglądać pięknie, wyjątkowo nie tylko dla swoich mężczyzn, ale  również dla siebie. Gdy wróciły zaczęły wybierać sukienki, co prawda niektóre miały już wybrane, ale, jak to kobiety, nie były zdecydowane. Najstarsza, czyli Ewa, zdecydowała się najszybciej i ubrała białą koszulę, z ćwiekami na kołnierzu, i czarną, rozkloszowaną spódnicę z wysokim stanem. Oczywiście postawiła na baleriny, tłumacząc, że nie wytrzyma całej nocy w butach na obcasie. 
Agata postanowiła zaszaleć i ubrała czerwoną sukienkę z baskinką i koronką na górze. W kwestii butów wybrała swoje ulubione czarne lity. Dwudziestolatka ubrała czarną, rozkloszowaną sukienkę z siateczką, a do tego zwyczajne, czarne szpilki. Panowie postawili na klasyk, czyli na eleganckie garnitury. 
                    Przyjaciele w klubie byli już od dwudziestej. Usiedli przy jednym stoliku i zamówili po drinku. 
- Młody, miałeś świetny pomysł żeby tu przyjechać. - powiedział Łukasz.
- Ja mam same dobre pomysły. - uśmiechnął się brunet. 
- Akurat. - mruknął Marco. 
- O co ci chodzi ? - zapytał oburzony Mario.
- O nic. Tylko.. - nie dokończył.
- Chłopaki znowu zaczynacie ? - przewrócił oczami Kuba. - Bawcie się, a nie kłóćcie. 
- Masz rację Kuba. - przytaknął Reus. - Dianuś, chodź zatańczyć. - wyciągnął rękę w stronę żony, a ta delikatnie ją ujęła i zaczęli kołysać się w rytm muzyki. Kątem oka obserwował ich Mario z niezadowoloną miną. 
                  Po dwugodzinnej zabawie Niemka poczuła, że musi się przewietrzyć. Wyszła przed klub i usiadła na ławce. Chwile potem ktoś usiadł obok niej. Ktoś kto zauważył jej nieobecność. 
- Jesteś szczęśliwa ? - zapytał. To pytanie wydaje się proste, choć wcale takie nie jest. Dziewczyna biła się z myślami. Powiedzieć mu prawdę, czy może najlepiej będzie skłamać. Ale tak właściwie kogo chciała okłamać jego, czy może bardziej siebie. Sama już nie wie. 
- Tak.. Dlaczego miałabym nie być ? 
- Do pełni szczęścia potrzeba miłości. - stwierdził. Co on chciał przez to powiedzieć ? Przecież jest z Mario i jest jej w tym związku dobrze, ale czy na pewno ? Ona dobrze wie, że jego nie okłamie. To jest jedna z tych nielicznych osób, które znają ją bardzo dobrze. 
- Kocham Mario. - powiedziała cicho.
- Nie tak jak on by chciał, kochasz go jak przyjaciela. 
- Sama już nie wiem. Kuba co ja mam robić. - schowała twarz dłoniach. Byłą tak bezsilna jak nigdy dotąd. 
- Diana, wiesz bardzo dobrze. Pomyśl co dla ciebie będzie najlepsze. Pomyśl przy kim będziesz szczęśliwa. - przytulił ją. Kuba zawsze był oparciem dla Niemki. W trudnych sytuacjach, o których nie mogła porozmawiać z Mario, pomagał jej właśnie on. - Chodźmy do środka. Zimno jest. 
               Czas tak szybko mijał, że zanim się obejrzeli już zaczęło się odliczanie do Nowego Roku. Diana stała u boku Mario z kieliszkiem szampana w ręce, wszyscy już sporo wypili z jednym małym wyjątkiem. Marco. Wypił tylko jednego drinka i jako jedyny myślał „ na trzeźwo ”. Gdy wybiła północ wszyscy złożyli sobie życzenia i oglądali pokaz fajerwerków. 
- Pomyślałaś życzenie ? - zapytał Mario.
- Oczywiście. - uśmiechnęła się do niego. 
- Czego sobie życzyłaś ? 
- Życzeń się nie mówi, bo inaczej się nie spełnią. - pocałowała go w policzek i weszła do środka. 
              Około trzeciej nad ranem dziewczyna postanowiła iść spać do hotelu. Próbowała znaleźć Mario, który miał ich kluczyk od pokoju, ale niestety nadaremnie. W końcu dała za wygraną i zapytała recepcjonistki czy nie mają wolnego pokoju. Gdy szukała odpowiedniego numeru ktoś chwycił ją za łokieć. 
- Pogadaj ze mną. - syknął cicho. 
- Nie mamy o czym. - wyszeptała. 
- Mamy. Kocham Cię. Brakuje mi ciebie i kompletnie sobie z tym nie radzę.- powiedział patrząc jej w oczy. Mówił całą prawdę. Chciał to wreszcie wyrzucić z siebie. 
- To masz problem. - zaśmiała się głośno, choć wcale nie było jej do śmiechu. 
- Zmieniłaś się, Mario cię zmienił. - zasugerował.
- Nie skarbie, to twoje odejście mnie zmieniło. To przez ciebie jestem na dnie i nie radzę sobie z niczym, zraniłeś mnie i czego teraz ode mnie oczekujesz ?
- Wierzę w to, że cię odzyskam. - rzucił.
- Marco. Daj mi spokój. Marzę tylko o łóżku. - powiedziała zrezygnowana.
- W takim razie mamy podobne marzenia.
- Ty też marzysz o łóżku ? - zapytała.
- Marzę o tobie w moim łóżku. - to zdanie wypowiedział wpatrując się w usta dziewczyny, a po chwili nie wytrzymując pocałował ją. Ona lekko oszołomiona oddawała pocałunki. Oboje bardzo tego pragnęli. Reus wziął dziewczynę na ręce i zaprowadził ją do swojego pokoju hotelowego.  Całował ją coraz mocniej, pchnął ją na łóżko, objął w talii, podciągnął wyżej na posłaniu. Przywarła do niego, wbiła palce w jego nagie plecy. Jego blizny były jak alfabet Braille'a. Blizny, których nabawił się przez nią. 


______________________
Witajcie ! :)
Na początku chciałabym was bardzo, ale to bardzo przeprosić za to, że dawno nie dodawałam tu żadnego rozdziału. Musiałam wszystko sobie ogarnąć. Nie zdziwię się jak  nie będziecie już chciały czytać moich wypocin, ani nie będziecie chciały mnie znać. Rozdziały będą dodawane w terminie ( postaram się je dodawać w terminie, bo jak już pewne wiecie trenuję piłkę ręczną i nożną i zawsze wypadają mi jakieś treningi, mecze, ligi, a do tego jeszcze szkoła.) Ale obiecuję, że poprowadzę do końca to opowiadanie, choć na razie nie zamierzam go kończyć :)) Pozdrawiam. <3 
                    
                    

poniedziałek, 2 lutego 2015

ROZDZIAŁ XV

„ Nie ten co z Tobą tańczy, Nie ten co z Tobą się śmieje, Lecz ten co z Tobą cierpi Jest Twoim przyjacielem. ”




                           
             Kilka dni po Wigilii wszyscy już wygrzewali się na pięknych plażach w Dubaju. Każdy zasłużył na odpoczynek po ciężkiej końcówce roku. Kobiety specjalnie na tę okazję zakupiły nowe bikini, i oczywiście sukienki na sylwestrową noc. Panowie natomiast zabrali swoje garnitury, które zakupili na przyjęcie Świąteczne klubu. Angelina tak jak mówiła nie pojawiła się w mieście Zjednoczonych Emiratów Arabskich z powodu rzekomej sesji zdjęciowej. 
- Laski, przyleciałyście się tutaj poopalać ? - marudził Mario. 
- A co mamy się bawić w wodzie z wami ? - odpowiedziała pytaniem na pytanie Ewa. 
- Nie, ale..- wypowiedź Mario została przerwana, którą przerwał Marco. 
- Młody.. Daj spokój. - zaśmiał się. - Z nimi nie wygrasz. 
- Dianuś, chodź do wody, proszę. - zrobił swoją ulubioną minę, której dziewczyna nie mogła się oprzeć.
- Opalam się, nie widzisz ? - zapytała z uśmiechem nie patrząc na partnera. 
- Ja nie widzę. - oznajmił zadowolony Marco, podniósł Niemkę i biegł w stronę wody. 
- Marco, proszę cię ! Postaw mnie. Woda jest zimna ! Słyszysz? Proszę. - krzyczała na całe gardło, wszyscy zgromadzeni na plaży patrzyli się na nich i nikt nie widział w tym nic złego. 
- Ładnie poproś. - zatrzymał się na chwile.
- Ładnie proszę. - zaśmiała się, a Marco znowu ruszył przed siebie. - Reus postaw mnie. 
- Dobrze. - powiedział i puścił swoją żonę, ponieważ stali już w morzu, kobieta wpadła do wody. 
- Marco ty debilu. - krzyknęła. 
- Też Cię kocham. - powiedział uśmiechnięty. Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona i ochlapała go wodą, a po chwili wybuchła śmiechem. Mężczyzna nie był dłużny i również ją ochlapał. Zachowywali się jak dzieci dobrze się przy tym bawiąc. Po dziesięciu minutach dokuczania sobie nawzajem wrócili do znajomych. 
- Skończyliście dzieci ? - zapytał zdenerwowany Mario. 
- On zaczął. - zaśmiała się Diana. 
- Akurat. - mruknął zazdrosny Mario.
- Chce ktoś lody ? - zapytał Marco. 
- Możesz nam wziąć truskawkowe. - powiedział Piszczek odpowiadając za siebie i za swoją żonę. 
- A ty ? - zapytał obrażonego chłopaka, który nawet na niego nie spojrzał tylko dalej leżał na kocu opalając się. Po chwili spojrzał na dziewczynę, która już otwierała usta by coś powiedzieć, ale Niemiec uprzedziła ją. - Czekoladowe. - ona tylko przytaknęła i uśmiechnęła się. - To może pójdziesz ze mną ? - zapytał po chwili. 
- Okey. - zabrała ręcznik i poszła za blondynem. 
          Całą drogę rozmawiali , jak za dawnych czasów. Oboje uwielbiali te swoje wieczorne spacery. Chodzili wtuleni w siebie i nie widzieli świata po za sobą. Wszyscy przechodni patrzyli się na nich z wielkim podziwem. Media miały zawsze sensacje z tego i robiły im jak najwięcej zdjęć, a na następny dzień ukazywał się jakiś artykuł. 
- Pamiętasz te nasze spacery ?- zapytał blondyn.
- Pamiętam. - próbowała jak najszybciej uciąć temat. 
- Dlaczego tego już nie ma ? 
- Bo nas już nie ma. - spojrzała na niego i odebrała swoje lody. 
- Diana.. - próbował zatrzymać dziewczynę, ale ona odwróciła się napięcie.
- Marco, daj spokój. - powiedziała powstrzymując się od płaczu. 
- Przepraszam, nie powinienem. - nie chciał zobaczyć łez swojej ukochanej dlatego jak najszybciej skończył temat. 
- Chodźmy już, roztopią się. 
         Wracając rozmawiali tak jak sprzed kilkunastu minut, tak jakby tamtego tematu nie było. Diana znowu zaczęła się uśmiechać. 
- Dzięki, ile jestem ci dłużny ? - zapytał zadowolony Łukasz.
- Daj spokój stary.- oboje wybuchli śmiechem.
- Ej Mario zasnął. - szepnęła Diana do sowich przyjaciół. 
- Faktycznie. - zaśmiała się Ewa. 
- Chodź Łukasz wrzucimy go do wody. 
- Ale jak chcesz to zrobić Reus ? - zapytała Ewa. - przecież on się obudzi jak go ruszycie. 
- Jego ? Jego nic nie obudzi. - zaśmiała się Diana. 
- Dianuś wzięłaś kamerę ? - zapytał Łukasz. 
- No gdzież na plażę kamerę, zwariowałeś ? - odpowiedziała rozbawiona Ewa.
- A właśnie tak się składa, że mam. - uśmiechnęła się i wyciągnęła sprzęt z torby. 
- No to nagrywaj. 
      Marco i Łukasz zaczęli ostrożnie podnosić koc, na którym leżał Mario. Próbowali opanować śmiech, lecz na marne. Na ich szczęście młody Niemiec nie obudził się. Ewka tylko szepnęła do ucha Dianie, że ta jednak miała rację z tym twardym snem chłopaka. Mężczyźni powolnym krokiem zbliżali się do wody i po chwili najmłodszy leżał już w wodzie. 
- Co jest ? - krzyknął zdenerwowany. Wszyscy wybuchli śmiechem, nawet Mario. 

____________________________
Jak wam się podoba rozdział ? :D
Może teraz jest nudny, ale w następnym będzie się działo :))
Czekam na wasze opnie. ! :)
Pozdrawiam. ♥
Hhahha.. <3 Sahin i Kagawa „ na treningu ”. :D Kocham ich. <3 





wtorek, 30 grudnia 2014

ROZDZIAŁ XIV

„ Miłość istnieje nie po to, by dać nam szczęście, ale po to, 
byśmy mogli sprawdzić, jak silna jest nasza odporność na ból. ” 




                  Przygotowania do najważniejszej kolacji roku szły pełną parą. Kobiety królowały w kuchni, a mężczyznom przypadło sprzątanie i nakrycie do stołu. Nie obyło się też bez grymasów panów, którzy bardzo chętnie pograliby w FIFĘ jedząc kolejną paczkę chipsów i żelków. Angelina robiła barszcz z uszkami, Diana lepiła pierogi, które Ewa gotowała. Wszystko było już prawie gotowe.
- Cholera..- zaklnęła Angelina. Zdziwione kobiety spojrzały po sobie, a potem po koleżance.- Przesoliłam barszcz. - powiedziała ze łzami w oczach.
- Rany Boskie dziewczyno - zdenerwowała się Ewa. Była zła, ponieważ proponowała Niemce przygotowanie potrawy, ale ta uparła się, że zrobi to sama.
- Dobra. Ewka nic się nie stało. - uspakajała ją najmłodsza.
- No, ale spójrz. A mówiłam pomogę, to nie, bo ona sama.
-  Ewcia... Są Święta.. Po za tym babcia mi kiedyś pokazała taki sposób na przesoloną zupę. - powiedziała. Zastosowała swój tajny sposób i uśmiechnęła się do modelki. - I gotowe. Nie płacz. - otarła łzy dziewczynie.
- Dziękuję.
- Przepraszam nie powinnam była się unosić. - powiedziała ze skruchą pani Piszczek.
- I widzisz chłopie.. Gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść. - powiedział zadowolony Mario. - Panienki kochane... - zaczął i klasnął w dłonie. - Nakryliśmy do stołu.. Możemy już pograć w FIFĘ ?.
- No dobra.. - odpowiedziały zgodnie.
- Łukasz gdzie jest Sara ? Muszę ją już iść ubrać. - uśmiechnęła się Ewa, a obrońcy Borussii i reprezentacji Polski nie było do śmiechu. Podrapał się po głowie i spojrzał po kolegach, ale nadal nic nie mówiąc. - Łukasz ? Jak jechaliście po światełka to zabraliście Sarę ze sobą z powrotem , prawda ? - zapytała zdenerwowana.
- Wiedziałem, że o czymś zapomniałem. - powiedział i z komody zabrał kluczyki od swojego samochodu. Na szczęście sprzedawczyni zauważyła dziewczynkę w sklepie i poznała ją, bo bardzo często bywała tu razem z rodzicami.  Łukasz po pięciu minutach był już na miejscu i dziękował kobiecie za opiekę nad pociechą.
- Jeszcze raz dziękuję i Wesołych Świąt. - pożegnał się i szybko wrócił do domu, tym razem z dzieckiem.
- No nareszcie. Sara nic ci nie jest ? - pytała zaniepokojona kobieta. Dziewczynka tylko skinęła głową na znak, że nie i pobiegła do pokoju pobawić się zabawkami. - Masz szczęście, że mamy gości. - pogroziła palcem mężowi na co wszyscy zareagowali cichym śmiechem.
- To my jedziemy się przebrać. - oznajmił Mario zabierając płaszcze z wieszaka. Pomógł swojej partnerce założyć jeden z nich i wyszli. Do domu małżeństwa Piszczków szli na piechtę, dlatego drogę powrotną przebyli tak samo.
                 Mario ubrał czarny garnitur szyty na miarę, białą koszulę i dopasowany, czarny krawat.  Diana wybrała białą koszulę z ćwiekami na kołnierzu do tego czarną spódnicę rozkloszowaną. Buty na obcasie od Chanel. Złoty naszyjnik, który dostała od Mario kilka dni temu i kilka bransoletek. Gotowi wrócili do przyjaciół, którzy także byli już przebrani. Wszyscy zasiedli do stołu i czekali na pierwszą gwiazdkę. W międzyczasie zaczęli składać sobie życzenia dzieląc się opłatkiem. Najpierw Mario.
- No kochanie, życzę Ci szczęścia, pomyślności z Mario Götze . Dużo sek..- nie dała mu dokończyć tylko lekko dźgnęła go w brzuch. - dobra nie powiem tego, ale wiesz, że  możesz tylko ze mną. - uśmiechnął się.
- Mario.. Życzę Ci abyś nadal spełniał swoje marzenia, dużo pięknych goli i jak najmniej kontuzji. - zakończyła. Młody Niemiec przytulił swoją partnerkę na koniec i poszedł składać życzenia Ewie. Po kilku minutach przyszedł czas na ostatnią osobę, czyli Marco.
- No Dianuś, życzę Ci spełnienia marzeń, abyś była szczęśliwa, bo to ważne, aby zdrowie Cię nie opuszczało no i wszystkiego najlepszego.
- Marco..- była wrażliwą osobą dlatego kilka łez poleciało po jej policzkach. - Jak najmniej kontuzji, dużo bramek, obyś zawsze grał dla Borussii i co najważniejsze szczęścia i zadowolenia z pociechy. - przytuliła go mocno, a po chwili już siedziała przy stole. On stał w miejscu, wreszcie zrozumiał co takiego zrobił. Poczuł, że stracił ją już na zawsze. Poczuł, ale nie chciał w to wierzyć.
- Marco, siadaj. - położył rękę na jego ramieniu Łukasz. Ten tylko skinął głową i usiadł obok Angeliny. Kątem oka spoglądał na nią. Pilnował jej wzrokiem. Śledził każdy ruch, jednocześnie udając obojętnego.
      Po kolacji przyszedł czas na prezenty. Sara dostała mnóstwo zabawek i słodyczy. Ewa dostała perfumy i sukienkę od znanego Włoskiego projektanta, a  od męża dostała nową maszynę do szycia. Diana również dostała perfumy i sukienkę, ale od swojego partnera dostała książkę „ Gwiazd naszych wina ” i kuferek do makijażu.  Angelina od Marco dostała kluczyki do nowego, czarnego mercedesa. Kupon do spa i perfumy. Marco, Łukasz i Mario dostali takie same prezenty. Złote zegarki, perfumy od Calvina Kleina i krawaty z białymi koszulami. Dziewczyny wybrały się razem na zakupy i postanowiły kupić takie same prezenty żeby żaden nie wybrzydzał.
      Po otwarciu prezentów zadzwonił dzwonek do drzwi. Zdziwiony Łukasz poszedł otworzyć, a po chwili do salonu wpadli Kuba z żoną i córeczką. Piszczkowie zapraszali ich na Wigilię, ale oni mieli ją spędzić w Polsce z rodziną.
- Co tu robicie ? - zapytał zadowolony Mario witając się z wszystkimi.
- Nie mogliśmy was tak zostawić. - uśmiechnął się Kuba. - Szybka Wigilia i od razu w samolot.
    Resztę wieczoru rozmawiali, śmiali się i jedli. Wszyscy wymienili się z Błaszczykowskimi prezentami kilka dni wcześniej, bo myśleli , że ich nie będzie. Przed północą wszyscy ruszyli do kościoła na pasterkę.
         Śnieg nadal otulał ulice Dortmundu. Najbardziej cieszyła się z tego Diana,  dla której dwiema ulubionymi porami roku było lato i właśnie zima.
         Gdy wracali młody Niemiec postanowił, że to będzie najlepsza okazja by powiedzieć o swoim pomyśle, który już zrealizował.
- Wiem, że myśleliście o Sylwestrze u nas w domu, ale zarezerwowałem   bilety do Dubaju dla wszystkich żebyśmy mogli wypocząć i się zabawić.
- Świetny pomysł młody. - poklepał go po plecach Marco. - Długo rozmyślałem żeby...
- Ale ja w sylwestra nie mogę. - wtrąciła się Angelina. Wszyscy popatrzyli się na nią ze zdziwionymi minami. - Mam sesję zdjęciową.- wyjaśniła.
- W Sylwestra ? - zapytała Ewa.
- Dobrze płacą. - uśmiechnęła się.
- Fajnie, że się dowiedziałem. - oznajmił obrażonym Reus.
- Kotku, nie denerwuj się. - pocałowała go w policzek, ale ten lekko ją odepchnął i przyśpieszył kroki do swojego domu.
- A temu co ? - zapytał Łukasz, gdy młodszy był już daleko.

___________
Jakie plany na Sylwestra ? ;)) Ja powiem szczerze, że tylko datę mam ustaloną. ;D
Podoba się rozdział ?;)